wtorek, 2 listopada 2010

moje wnętrze :D

pozazdrościłam Wam, że pokazujecie swoje miejsca... i ja też chcę pokazać :)

jeszcze nie jest gotowe nic. ale juz mi tam dobrze... sama zrywałam podłoge, układałam panele, malowałam ściany, wyrównywałam je... wszystko robiłam ja i tata i czasem Mój Mężczyzna. 


najpierw mój kącik ;) tylko chwilowo w tym miejscu jest łóżko. będzie stało na najdłuższej ścianie... 

ta podusia jest zrobiona przez moją przyjaciółkę :)
z ptaszkiem :) fajnista nie? to chyba filet jest... sposób robienia... ale się nie znam :)






a tutaj moja komoda :) dumna i blada jestem z niej :) na niej kiedyś będzie stał telewizor pewnie, ale na razie wcale nie wiem, czy chcę mieć takie urządzenie w domu... więc jak tylko się wprowadzę postawię tam Anielinę, którą wygrałam u Joie :) ale na razie nie mogę go tam zabrać, bo byłoby mi smutno bez niego w domu...

więc na razie tkwią tam sztuczne kwiatki... trudno.

tu widac, ze komoda stoi na ścianie, która tworzy jakby wnękę tam gdzie okno... przy oknie mam wejscie do malutkiej garderoby :D hehe

a tu pod oknem stolik... zrobiony ze starej maszyny :) tzn. z części tej maszyny chyba :D

lubię go :)

tam postawię sobie filiżanki i puszeczki z kawą :)

dzis w oknie wisza już firanki, takie zastępcze, bo zamówiłam kolorowe :) i czekam aż przyjdą pocztą :)

na ścianie obok okna powieszę trzy małe zdjęcia w ramkach drewnianych (chyba)... 



nie widac na zdjęciach tej ściany na której chce zdjęcia :)

też bym je przykładała, ale na razie nie mam nic do przyłożenia, bo nie wiem jakiej wielkości kupić ramy :)

dziękuję, że wypowiedziałyście się na ten temat :)

w ogóle cieszę sie ogromnie, że zaczęłam pisać bloga i poznałam Was :*

poniedziałek, 1 listopada 2010

"wnętrzarskie" rozterki ;)


takie sobie dziś stworzyłam :)

bo jakoś nerwowy okres mam, a to mnie uspokaja...

i zamówiłam sobie troche kamieni i innych dziwności... wiec teraz czekam na paczuszki...


i materiał na firanki i na zasłony zamówiłam... a "Teściowa" obiecała uszyć ;)



no i tak... aaaaa!

bo wy macie takie genialne pomysły...

a ja potrzebuję rady... mam ścianę pięciometrową, ostatnie 1,5 metra odpada, bo po przeciwnej stronie są drzwy do szafy... więc zostaje 3,5 metra i tam postawię łózko, a nad łózkiem chce mieć zdjęcia. duże zdjęcia. na razie planuję w antyramach. trzech. albo duże zdjęcia, albo dużo zdjęć w jednej antyramie...

i myślę nad ułożeniem. czy równo? czy trzy tej samej wielkosci? czy różnej wielkości? w jakim układzie?

nic nie wiem... macie jakiegoś pomysła Dobre Dusze?

niedziela, 31 października 2010

:) kolczyki



właśnie przed chwilą obie pary kolczyków znalazły nową właścicielkę :)

mam nadzieję, że będą się dobrze nosiły :)


taka radość mnie roznosi właśnie...

to jednak sie chyba komuś podobają :)

sobota, 30 października 2010

szro-bure :D


takie sobie... szaro-bure...

zbyt szaro-bure i nijakie... 

tak się ostatnio czułam i moze dlatego takie wyszły...

do kolorowej bluzki może będa pasowały... :D


Candy

Scrapbooking


Blog Candy tutaj jest info o candy...

chcę spróbować szczęścia, bo może w końcu odważę się spróbować zrobić jakąś pracę... ciagle tylko Was podglądam i zazdroszczę....

piątek, 29 października 2010

Turkusowe kolczyki :)


Turkusowe kulki :) do tego malutki koralik...

wciagają mnie kolczyki... te wciągnęły równiez moją koleżankę, z którą jakiś czas temu pracowałam... i zadyndały na jej uszach :)

chyba zrobię takie drugie ;)

hehe...

fajnie, że mam ten filc...
jak to mnie uspokaja....


poprzednie były zbyt kosmate, wyczytałam w komentarzu... a te? 
zbieram Wasze rady... może następnym razem będzie lepiej?

kolczyki


bo teraz się skupiam na kolczykach :)

hehe...

co sądzicie?

czwartek, 28 października 2010

[*]

właśnie obejrzałam na TVNie film "Cisza". Czekałam na niego długo. 

23 stycznia 2003 roku zginęło 8 osób, uczniów mojej szkoły. Nie znałam ich, minęlismy się podczas edukacji... z nauczycielem spotykałam się na lekcjach przez dwa lata...

Przepłakałam pół filmu... 

Oni mieli przed sobą całe życie...

Nigdy nie zapomnę głosu, jakim nauczyciel wielokrotnie powtarzał, że wolałby zginąć zamiast nich... że to on powinien... nie oni...



środa, 27 października 2010

:* dziękuję

dziękuję Wam bardzo za wsparcie! za te ciepłe słowa... za to, że jesteście... dziękuję Wam bardzo bardzo bardzo!


pokręciło mi się w zyciu... za dużo się działo w jednym czasie...
już ogarniam. i tęsknię. choć na Wasze blogi zerkałam codziennie, w biegu, ale zaglądałam...
kilka osób odbyło ze mną "powazne" rozmowy i w końcu założyłam bloga, to głupie może... ale co tam :)
tu sobie będę spokojnie pisać, a tam będę wrzucać tylko to, co zrobię...


www.filcoweszalenstwa.blogspot.com
adres podam, choć nie wiem po co... własciwie chciałam nie podawać go tutaj i żeby był niezalezny... no ale jestem słaba...


a niedługo poznam jedną z Was... nie mogę się doczekać :)

piątek, 22 października 2010

:(

czasem ludzie odchodzą... ci, których kochamy... tak bywa...
trzeba trochę czasu by nauczyć sie bez nich żyć...
liczymy tylko na to, że będzie im dobrze...

ja też liczę...


możliwe, że na jakiś czas zrezygnuje z bloga... 
piszę tu równiez o sobie... nie pisać nie potrafię... 
a czasem pisać nie powinnam...

środa, 20 października 2010

moje misie

Mały Miś... a nawet Misie :D


ten największy przywędrował do mnie znad morza :) kiedy zaczęłam studia. Przez moich współlokatorów był traktowany jak dziecko ;) siedział na kolankach u "cioci" lub "wujka", jeździł z nami w góry i nawet miał honorowe miejsce w samochodzie. tak świrowaliśmy ;)

ten Turkusowy to dziecko rąk mojej przyjaciólki, nadmorskiej własnie... po trzech latach w końcu postanowiła mnie odwiedzić i wydziergała mi maluszka ;)

a ja podglądając ją tworzyłam tego jasnego ;) Mój jest większy i troszkę nieforemny, ale pierwszy i kochany :)



jakos tak ostatnio źle sie u mnie dzieje... nie mam siły pisać, tworzyć... źle mi i już. jak mi się polepszy to może coś stworze i się pochwalę...

ale co rano z kawą zasiadam przed kompem i oglądam Wasze cudowne blogi...

buziaki i dobranoc!

wtorek, 19 października 2010

korale

korale :) wyszły za długie, dlatego pokazuje...

jestem w trakcie tworzenia krótszych :)


co o tych sądzicie?

niedziela, 17 października 2010

eksperyment :)


chciałam spróbować czegoś nowego...

już jakiś czas temu... :)

wycinałam wzór w białej kartce, potem podłozyłam czarną...

taki piesio ;)

sobota, 16 października 2010

wymarzone miejsce na świecie


od rana przeglądam Wasze blogi, w których pokazujecie wnętrza, oraz jak je urządzaliście, etapami, krok po kroku... zazdroszczę Wam ogromnie... potraficie stworzyc takie cuda! wszystko jest logiczne, na swoim miejscu i wydaje się, że pasuje idealnie...

a ja ciągle mam mętlik, zupełnie nie wiem, czego chcę, jak się za to zabrać i jak będzie dobrze...

niby wiem, co chcę, ale nie wiem jak. wiem, że regał, że duży, ale nie wiem jaki dokładnie... ani jaki pasuje, ani jaki będzie funkcjonalny... musi mieć miejsce na wiele książek, chciałabym mieć podpórki do książek... w kształcie liter na przykład... albo jakiekolwiek inne... nie wiem, gdzie w garderobie chce miec wieszaki a gdzie półki. ale jak najwięcej rzeczy wykonanych własnoręcznie... tzn. niekoniecznie przeze mnie, ale takich, w które włożone zostało serce...

nie wiem, jak urządzić łazienkę, nie wiem, czy chcę okno duże czy małe... 

wiem już, że wiosną muszę pomalować kuchnie, położyć w niektórych miejscach płytki, bo tak będzie funkcjonalnie. odnowić stół i kupić przynajmniej dwa krzesła. Przydałby sie nowy piec...
wiem też, że przedpokój jednak powinien być jasny, więc też go przeba przemalować, powieszę dużą białą lampę. marzy mi się wieszak stojący, taki w starym stylu - szkoda, że ceny bywają kosmiczne... wstawię też ławę do siedzenia. i drewnianą szafeczke na klucze. koniecznie! i koszyczek na listy i rachunki... Trzeba zrobić wykończenie przy schodach, bo straszy!

Marzę o ziołach w kuchni, najlepiej w takich metalowych wiaderkach... albo w ozdobionych decou doniczkach... a za oknem kwiaty w drewnianych skrzynkach. i na pewno przy huśtawce posadzę maciejkę... żeby pięknie pachniała! a ostatnio oglądając blogi postanowiłam, że i dla lawendy znajdę miejsce...

a z czasem pomaluję drugi pokój, wstawie tam tylko dwa łóżka, stół i wielkie biurko, które łączy z sobą szafę, regał i miejsce do pracy - wytwór mojego taty.  i będzie idealny pokój na weekend dla przyjaciół :)

mam tyle marzeń... mam nadzieję, że uda mi sie je kiedyś spełnić...


wspomnienie lata...


przesiedział na mojej dłoni całkiem długi kawałek drogi... pewnie był zmęczony...

potem nasze drogi się rozeszły ;)

piątek, 15 października 2010

koszmarny czas

jest piątek. poczatek weekendu. jestem padnięta. miałam zafarbować włosy, ale nie mam siły - może jutro. Jutro, po wycieczce do biblioteki, po zakupach, po pieczeniu ciastek...

sobota - porządki, przygotowanie do tygodnia. 

maaatko, jak mi się nie chce. 

kupiłam dziś trzy książki. nie będę miała czasu, by je czytać. masakra. 

w tym tygodniu znowu nie zobaczę się z Tomaszem. nie mam siły nawet zostawiać komentarzy... więc tylko obserwuję...

buziaki!

czwartek, 14 października 2010

stempelki od Zuzy

dostałam wczoraj paczkę z zamówionymi stempelkami od Zuzy, autorki tego bloga. 
Kolejny blog, w którym odnalazłam cuda... a może nawet inspirację... 

stempli chwilowo nie mam jak Wam pokazać, ale to nadrobię... 

a oprócz zamówionych był dodatkowy stempelek, magnesiki i filcowy motylek i serduszko...


i mam takiego czadowego motylaska :)

środa, 13 października 2010

Prezent od Ewy

wracam sobie do domku wieczorem, a na biurku leżą koperty...

wiecie jak mi wtedy serducho wali...? tak mam z niespodziewankami! 

a w środku... wygrana z candy u Ewy, na blogu Srebrne Szydełko! świetny blog, bo u Niej ciągle jakies cudowności... chyba poszukam szydełka i nauczę sie coś dziergać :D

a w środku były te kolczyki, srebrne z purpurowym agatem (nie znam się, ale tak wyczytałam na Jej blogu):


piękniste, nie?

Mama mi już zwinęła na jutro, ale ma swoje święto to niech się cieszy!
w piątek będą moje :)


a oprócz kolczyków wypadły mi kulki... różne i różniste i takie inne przydasie biżuteryjne!

w takich sytuacjach zachowuję się jak szczęśliwe dziecko! ale co tam :)



dostałam też drugą paczkę, w której było kilka stempelków, które ostatnio zamówiłam, ale o tym jutro :)

buziaki! i kolorowych snów!



aaaa, a znacie taki wierszyk:

dobranoc, skoczki na noc, 
karaluchy pod poduchy
a szczypawki do zabawki
jak Was będą gryźć
proszę do mnie przyjść
mieszkam na ulicy Pif-Paf
pod numerem nie traf.

Pierwsze w lewo pod schodami
mieszkam razem ze szczurami



czy jakos tak...
nie umiem sobie przypomniec i mnie męczy!!!

kawałek nowego obrazka


kawałek kolejnego obrazka...
zaczęłam już tydzień temu, ale jakoś porzuciłam w kąt...

chwilowo nie mam weny do niego...

musi poczekać na swoją kolej...

wtorek, 12 października 2010

obrazek z krzyżyków



tak własnie wygląda mój obrazek...

zdjęcie zrobione szybko po skończeniu...

i nigdy nie wiem, co dalej...



a wcześniej już zaczęłam inny... ale o tym kiedy indziej, bo podróżowałam cały dzień dzisiaj, obskoczyłam urodziny i padaaam! a rano zajęcia a potem spotkanie z przyjaciółką i wieloletnią współlokatorką :D 

poniedziałek, 11 października 2010

Niespodzianka od Kalisz Made

wygrałam candy i Kalisz Made, a właściwie wylosowałam nagrode pocieszenia... ponieważ do wygrania była torebka, spodziewałam się, że nagrodą drugiego stopnia będzie jakiś drobiazg.

i z takim przekonaniem rozrywałam kopertę, w której znalazłam... torebkę!

gdybyście zobaczyły jaki odtańczyłam taniec radości przez całe mieszkanie nie uwierzyłybyście ile naprawdę mam lat! 

Zdjęcie nie oddaje całego jej uroku, ale fotograf ze mnie marny... no i cały czas odkładam na porządny aparat! 



i wiecie... od dawna na taką własnie torbę poluję! dokładnie taki wzór!
i jescze moje kolory! 

Asiu, dziękuję Ci baaaaaardzo!

a Was zapraszam na Jej bloga. Naprawdę warto!!!

niedziela, 10 października 2010

w sprawie wzorków


gdyby ktoś miał ochote na jakies wykorzystane przeze mnie wzorki to bardzo chętnie się podzielę...
w ogóle mam dość dużo wzorków, gazetek tez w wersji komputerowej... więc w razie czego piszcie :)


mój adres:

zainspirowana.katka@gmail.com

Nagroda od Kokardeczki

Wygrałam cadny u Kokardeczki, takie właśnie piękne kolczyki :)


tak wyglądał mój szczęśliwy los...


a teraz Kokardeczka ogranizuje kolejne candy, serdecznie Was na nie zapraszam... bo można wygrać naprawdę śliczne kolczyki! a poza tym to naprawdę fajne miejsce :)


ja chyba juz nie mogę próbować szczęścia w tym candy... swoją szansę miałam... 

buziaki w ten niedzielny poranek!

sobota, 9 października 2010

krzyżykowa parka

długie spanie... poranna kawa... spotkanie z przyjaciółką... piękne paznokcie...

a wieczorkiem kolejna kawa i postanowienie, że coś zrobić trzeba!

nie mam aparatu chwilowo, więc zdjęcia nie będzie, ale taki wzorek mam gotowy :)


to jednak daje tyle radości :D

piątek, 8 października 2010

dziewczyna z motylami we włosach...


Przybyło mi trochę głowy z motylami...

nie żeby dużo, bo jakoś nie mam serca :(

ale ono wróci! tylko niech zima przylezie...
wtedy będę się bronić przed zimnem z kanwą na kolanach...


wzór jest nieco pokombinowany, bo oczywiście się pomyliłam w kilku miejscach, a jak się zorientowałam to już było duzo do prucia... no i jakby mi się nie chciało...

tak. jestem leń.



a efekt ma być taki:



takie tam ;)

nie jest tak, że nic nie robię...

mam krzyzykową parkę w odcieniach szarości...
a wczoraj znalazłam inny wzorek. myślę, że taki szybki....

bo ja nie cierpię czekać!
chciałabym od razu widzieć efekty, a to sie tak nie da...

zrobię dziś zdjęcia tego, co mam! i udowodnie, że się nie obijam az tak...

szukam kanwy w taśmie, takiej waskiej, ale u mnie chyba nigdzie nie ma! w trzech miastach szukałam i nic. okropne :(

piję sobie kawkę... oglądam Wasze blogi...
jestem uziemiona od jakiegoś czasu i na jakiś czas w domu...
rodzinka cała wybywa już dzis a ja zostanę sama...
to może coś stworzę :)

poniedziałek, 4 października 2010

rogaliki z czekoladą


Przejrzałam dziś mnóstwo kulinarnych blogów przy porannej kawie... To niesamowite jakie tworzycie smakołyki...

ja ugotowałam dziś zupę. ogórkową. wedle życzenia domowników. Nieco za gęsta wyszła, ale babcia uratowała sytuację ;)
To była moja pierwsza prawdziwa zupa! nie z kostki tylko najprawdziwsza...

i ta radość :D


ale przeglądając blogi uznałam, że marzy mi sie być matką polką, taką dobrą panią domu... z pachnącym ciastem zawsze gdy wpadną niespodziewani goście...

Dlatego, gdy wróciłam do domu z zajęć zabrałam się za robienie rogalików z czekoladą.
Ok, są troche oszukane, ale takie na szybko, a od dzisiaj sprawdzone!

Zaraz przepis dołączę do swoich zapisków!
wiecie, że pyyycha?

w piątek mam wolne to zrobię sobie do porannej kawy...
tylko muszę dopracować kształt... bo niestety wyszły niekoniecznie księzycowo-rogalikowe...

a u Was wszystko smakuje i wygląda. u mnie chwilowo tylko smakuje, ale dojdę do wprawy :D



zdjęcie nie jest moje - znalezione na necie. te też nie są idealnie rogalikowe... to moze nie jest ze mną tak źle ;)

niedziela, 3 października 2010

sklepiki z cudami własnej roboty

wyczytałam ostatnio wiadomość, że powstał nowy sklepik Kolorowe Zacisze - tutaj można pooglądać zdjęcia... jednak Mietków, gdzie mieści się sklep nijak nie znajduję sie na żadnej trasie moich podróży... 

stąd moje pytanie... czy podobny sklep znajduje sie gdzieś na śląsku? Jakieś Katowice, Bielsko, Sosnowiec... albo jakieś okolice...?

pytam o sklep z cudami wytworzonymi własnymi łapkami, albo taki, w którym można nabyć rzeczy potrzebne by cuda takie tworzyć...

wiecie coś?

dłuuugi dzień... i wygrane candy

mam ostatnio problemy ze spaniem... a wczoraj miałam jeszcze większe, bo ostatnie dwa dni spędziłam z moim mężczyzną i jakoś tej nocy moje małe łóżeczko wydawało mi się niesamowicie ogromne, jakbym się zgubić w nim miała... i przytulić się nie było do kogo...

za to dziś Tomasz odstawił jakąś szopkę zazdrości, bo nie odpisałam na smsa w odpowiednim czasie...

a ja zajęta byłam skręcaniem komody z części, skręcaniem łóżka z części, zamiataniem, myciem podłóg, robieniem porządków w moich papierach - oj, nielada wyzwanie! burdel okropny - a potem układanie tego, przestawianie itd. Potem poszukiwałam stołu i znalazłam, śliczny... ma podstawę po starej maszynie do szycia :)

zmierzyłam jakich potrzebuję zasłon i firan. i jakiej wielkości chcę szafkę pod okno i regał...
przewoziłam też taczką drewno, trochę je układałam, parzyłam kawę i podawałam co się dało.

pokazałabym Wam zdjęcia, ale nie opanowałam jeszcze sztuki zgrywania ich z telefonu :)


no i wygrałam Candy... wiecie jaki szok... zaglądam sobie spokojnie dla świętego spokoju, bo przecież po takim dniu nie liczę już na nic... a tu... najpierw bezokazyjne candy u Ewy, gdzie wylosowałam przepiękne kolczyki z agatem! trzy razy sprawdzałam, czy to na pewno ja!!! ale ja!
podskoczyłam ze szczęścia, pomknęłam po herbatkę, bo od razu zachciało mi sie żyć. i z kubkiem wróciłam do komputera by skupić się na kolejnych notkach, wpisach, zdjęciach i Waszych tworach, aż dotarłam do bloga Kokardeczki, u której też wylosowałam kolczyki!!!!

tyle szczęścia jednego dnia...

a teraz daję Wam buzi w czółko i idę spać, bo jutro muszę wstać wcześnie jak nie wiem co...


piątek, 1 października 2010

PseudoFelieton - Barwne zakupy


Typowa kobieta potrafi cały dzień spędzić w ramionach sklepów, biegając, przymierzając, zdejmując i ubierając. Według tego stereotypu nie jestem kobietą ani typową ani prawdziwą. Zakupów nie znoszę! Możliwe, że jest to wina moich rozmiarów, które nijak nie pasują do typowych, czy nawet ogólnie przyjętych za odpowiednie w konkretnym wieku. Stąd brak ciepłych uczuć z mojej strony do sklepów, ciuchów i rajdów między wieszakami…

W moim kalendarzu jednak pojawił się zapis wielki i kolorowy: wesele. Nie, nie z powodu radości te kolory i rozmiary – rzecz w tym, by nie zapomnieć o nim, a to mi się mogło przydarzyć… Coraz mniej kartek dzieliło mnie od tego przeklętego – z powodu braku kiecki – wydarzenia. Z racji umykającego czasu mój mężczyzna postanowił wziąć sprawy w swoje ręce. Nie, żeby on uwielbiał zakupy, ale jako Jego Kobieta miałam olśniewać. Mnie na samą myśl o olśniewaniu łzy napływały do oczu, gdyż wiązało się to z kreacją, butami, torebką, fryzurą i makijażem.

Nie będę tu przybliżać mojej ulubionej fryzury – coś między roztarganą miotłą a drzewem, w które pieprznął piorun, makijażu – korektor, odrobina pudru i tusz, a i to z wielkim bólem, nie mówiąc już o wygodnych butach, których w rozmiarze 35 na szpilce kupić się po prostu nie dało!

Ale z racji tego, że mój mężczyzna nie posiadał garnituru, w którym mógłby towarzyszyć swej olśniewającej wybrance – że niby mnie – musiałam na zakupy jechać. Szwagierka wybrała się z nami na poszukiwania sukienki… z nią miało mi być raźniej. Nawet się cieszyłam, do momentu kiedy wpadła jak burza do pierwszego sklepu i nie ominęła żadnego z kolejnych, dotykając chyba każdego wieszaka.

Spacer po centrum handlowym trwał ponad trzy godziny. Garnituru jak nie było tak nie ma… Sukienki też. Szwagierka w drodze powrotnej – a wracaliśmy po śladach – odwiedzała kolejny raz te same sklepy (ratunku!). W końcu pojawił się ostatni sklep na trasie, oczywiście usłyszeliśmy „jeszcze tylko tutaj wejdę” , a ja o mały włos nie rzuciłam się z pazurami na pierwszą lepszą osobę, nie zaczęłam też wrzeszczeć, ani nie położyłam się na posadzce uderzając w nią piąstkami… Co oczywiście uznałam za wielki sukces stwierdzając, że do drzwi wyjściowych jest tak blisko, że jeszcze to zniosę, więc podreptałam za Szwagierką.

Znalazłam ją stojącą przy sukience, gdy zastanawiała się właśnie czy ją przymierzyć, czy może nie… Policzyłam do dziesięciu. Strach mnie obleciał, że zanim ona podejmie decyzję ja zapuszczę korzenie albo, co gorsza, gdy dojdziemy do samochodu ona postanowi się jednak wrócić. Złapałam kieckę w odpowiednim rozmiarze i popchnęłam ją w kierunku przymierzalni. Wlazła, poszamotała się, krzyknęła, że wygląda jak Alicja z Krainy Oz – pokiełbasiły jej się bajki, ale nie chciało mi się przedłużać tej chwili pod przymierzalnią. W kiecce rzeczywiście prezentowała się średnio, więc zaczęła się z niej wydostawać krzycząc do nas, że ona to by jednak chciała” taką prostą, czarną, ołówkową sukienkę”…

Kiwnęłam głową ze zrozumieniem, czego nie mogła zauważyć, ale Mój Mężczyzna Bez Garnituru nachylił się do mnie mówiąc: „Ołówkowa to chyba taka szara raczej…?!”

Warto było pomęczyć się na tych zakupach dla nowej definicji ołówkowej sukienki…
Z nową anegdotą pojawiłam się u rodziców na niedzielnym obiedzie. Opowiedziałam wydarzenie rodzicom licząc na zrozumienie i nie przeliczyłam się. Tata oburzony stwierdził: „Jak to szara?! Ołówkowa to taka chyba grafitowa…”

Cóż… może rzeczywiście niech faceci ograniczają swoje barwne zdolności do szesnastu kolorów… dla dobra narodu.



poniedziałek, 27 września 2010

książki i prośba do was...

słuchajcie, poszukuję książek wartych przeczytania... 

takich ambitnych mniej lub bardziej...

polowałam na "Spaloną żywcem" - podobno genialna książka, ale moja przyjaciółka sprzątnęła mi ją sprzed nosa... mówi, że pół już przeczytała... przeczytam to Wam opowiem...

a jak potrzebuję czegoś do połknięcia i przyjemności to czytam Monikę Szwaję. Dziś nad ranem własnie mi się jedna skończyła... teraz czytam jej opowiadanie, i poluję na "Zupę z ryby fugu" ale nigdzie nie mogę dorwać... :(

z takich ważnych to "Spóźnieni kochankowie" Whartona bardzo mi się podobała! Czytałam po nocach i momentami ryczałam... a potem połknęłam jeszcze jedną książkę jego... o listach wnuka i babci i wojnie... ale tytuł mi uciekł... wiem! "Nigdy, nigdy mnie nie złapiecie"
Też fajnie się czytało... ale "Ptaśka" zaczynałam już 3 razy i nigdy mi się nie udało przeczytać.
I "Historie rodzinne" też przeczytałam tego autora i też miło wspominam...

I z fantastyki: "Kraina Chichów" Carroll Jonathan - też było super...



polecicie mi coś?

niedziela, 26 września 2010

jesienne korale


mój mężczyzna spał a ja sobie stworzyłam...

dwa odcienie brązu i pomarańczowy... 

tak jesiennie :)

choroba faceta... i korale



mój Mężczyzna padł... prawdopodobnie kiedy czekał ze mną pół godziny na pociąg, który został odwołany... jakąś obniżoną ma odporność... bo mnie, o dziwo, nic nie jest...
więc zerwałam się bladym świtem, kupiłam leki, coś na śniadanie i tłukłam się 2,5 godziny... masakra!
herbatka, śniadanko, syropek, tabletki, witaminki do wypicia i teraz śpi...
a ja słucham Niemena - tzn. słuchał Tomasz, ale zasnął...
a ja wypiłam wielką kawę z mlekiem waniliowym, nawlekłam jesienno-rude korale i teraz przeglądam blogi...
fotkę wrzucę później, bo chwilowo nie mam jak zrobić... nawet mi się podobają :)

a z boku fotka korali, tych co w poście niżej... skończone, zaakceptowane. jutro wyruszą w podróż :)
do tego jeszcze organzowa broszka i dziś muszę skończyć kolczyki... chyba zrobię dwie pary, a co!

sobota, 25 września 2010

PseudoFelieton - A jednak najsilniejsza...



Słaba płeć, czyli kobieta oczekująca na swojego rycerza na białym rumaku, koniecznie w lśniącej zbroi (rycerz w zbroi, nie koń!) lub księcia z bucikiem, albo chociaż żeby ją obudził ze snu wiecznego pocałunkiem... Dla niektórych puch marny lub istota z wiecznym napięciem (przedmiesiączkowym, miesiączkowym i pomiesiączkowym też...!). Jej rola w społeczeństwie według mężczyzn często ogranicza się do matki i żony, bo kochanki już jednak niekoniecznie.

A jacy są faceci...?! Ale tacy prawdziwi, a nie rycerze i książeta, bo szanse na ich spotkanie są takie jak to, że złapiesz spadającą gwiazdę! Więc - tu zwracam się do kobiet - przykro mi, ale jeśli nadal czekacie na księcia, rozejrzyjcie sie też za bardziej realnym samcem.

Że różnice są wątpliwości nie ma, ale czy ta przepaść rzeczywiście jest tak głęboka jak głoszą plotki...? Porównajmy może kilka sytuacji, w których zachowania kobiet i mężczyzn są zupełnie odmienne...

Choroba. Faceci UMIERAJĄ! Im wystarczy katarek, kaszelek i 37 kresek na termometrze by jedną nogą znaleźli się na cmentarzu. A kobieta... łyka tabletki, witaminki, wypija herbatkę z cytryną, w biegu porywa szalik i pędzi do szkoły, pracy, na spotkanie.

Albo zupełnie inna sytuacja: co robią faceci, gdy się zgubią?! Jadą dalej... a ten budynek mijany 37 raz jest NA PEWNO zupełnie innym budynkiem, a 5 stacja benzynowa mijana po prawej stronie jest komentowana krótkim mruknięciem: "ale się ich namnożyło! Na każdym kroku stacja...", nie mówiąc już o towarzyszce wyprawy, która wysypki nerwowej dostaje, bo szybciej doszłaby na miejsce piechotą, a ciągłe zapewnienia: "kochanie, już wiem, gdzie jesteśmy, zaraz będziemy, to tutaj, niedaleko" tylko pogarszają sytuację, która powoli staje się śmieszna!

Nie wiem, czy muszę jeszcze pytać, co w takiej sytuacji robi kobieta... Zatrzymuje się przy PIERWSZEJ stacji benzynowej (nie czekając aż minie ją dziewiąty raz) i pyta o drogę...

I przykład trzeci. Ostatni. Pojawia się nowe urządzenie (komputer, mp3, DVD czy jakiś inny skomplikowany w obsłudze potwór). Kobiety zaczynają od przeczytania instrukcji lub chociaż mają ją pod ręką by w każdej chwili móc zajrzeć. I w ten sposób całkiem szybko tajemnicze dzikie urządzenie zostaje udomowione! A mężczyzna zabawę z maszyną zaczyna od wyrzucenia tej książeczki dla idiotów do kosza na śmieci i walczy na własną rękę. Przy składaniu mebli czy urządzeń w kawałkach zwykle kilka części zostaje... "na pewno zapasowe" mówi i wyrzuca.

Jeśli tyle różnic komuś nie wystarcza proponuje otworzyć oczęta i pokręcić głową w prawo a potem lewo w celu upolowania kobiety i mężczyzny a potem chwilę obserwacji.

Może słaba płeć wcale nie jest taka słaba... a może to nie o tę płeć chodzi...?!



piątek, 24 września 2010

pierwsze zamówione korale

pierwsze korale. powędrują na Mazury jeśli zostaną zaakceptowane... 

więc na razie jest opcja, że coś sie w nich zmieni... ale nie mogłam sie doczekać i musiałam je pokazać ;)


co myślicie?

wtorek, 21 września 2010

dla mojego mężczyzny




hmmm cóż... może kiedyś uwijemy...
a na razie... wiwat pociagi!

poniedziałek, 20 września 2010

wygrane Candy

wygrałam Candy u Fairlyttale :)

to taka ogromna radość jak coś sie wygrywa :) i potem to oczekiwanie... chyba zacznę molestować listonosza :D hehe



tutaj muszę przyznać, że świnia jestem okropna, bo wcześniej wygrałam candy u  Niki  i nie obfotografowałam wygranej!

proszę o wybaczenie... :(

a takie fajniste serwetki dostałam!


muszę chyba wrócić do decoupage'u... 

niedziela, 19 września 2010

i... po weselichu

oficjalnie zostałam synową ;)
hehe mimo że to nie mój ślub...

poszalałam z Tomaszem, nawet z "teściem" potańczyłam i, o dziwo, nie podeptałam go!
było cudownie... tak bez przesady, ale spodziewałam się tragedii jakiejś, a było ok.
Panna Młoda była prześliczna! 

napstrykaliśmy fotek, ale Szwagierka zabrała aparat na tydzień a zdjęć nie zgrała... :( no i muszę czekać...

poznałam wszystkie ciotki, wujków, kuzynów... i próbuję pamiętać kto jest kto :)

a 28 maja kolejne weselicho :D
o ile wytrwamy do maja ;)


faaaaaajnie było...
teraz trzeba odespać...

sobota, 18 września 2010

weselicho

jestem taka "nieweselna" - jak to powiedziala moja mama.
nie tańczę, nie lubię tłumów, a już najbardziej nie lubię jak nikogo z tego tłumu nie znam...
wesele Tomasza kuzynki...
jak przeżyję to Wam opowiem...

piątek, 17 września 2010

najcudowniejsi Przyjaciele na świecie

Muszę Wam zdradzić, że mam najcudowniejszych Przyjaciół na  świecie! 
To się tak na codzień wie, ale się o tym nie mówi... na szczęście Przyjaciele są tacy, że to wiedzą... 
Oni zazwyczaj są tacy cudowni dlatego, że wiedzą o nas wszystko lub prawie wszystko a mimo to trwają przy nas... 

Nie przeszkadza im, że jakiś czas temu robiło się masę głupot, bo akurat się zakochaliśmy, albo że w dzieciństwie miało się jeden ząb :D 
i znają nasze marzenia, skryte, takie o których się marzy by się spelniły, ale są tak nierealne, że wstyd mówić o nich głośno...

Moi Przyjaciele i Mój Mężczyzna zrobili mi wczoraj niespodziewajkę... 
się trochę domyślałam, bo przecież znam ich parę lat i wiem, że jak nagle nikt nie może wpaść na moje urodziny to coś jest nie tak :) 
a jeszcze moja Psiapsióła z najdłuższym stażem ma "problemy rodzinne", jak ją znam te parę lat to miała kryzysy rodzinne, kataklizmy, świat się walił, ale żeby PROBLEMY?!

Było cudownie... choć zwyczajnie. posiedzieliśmy sobie, pośmialiśmy się... tak strasznie mi dobrze, jak mogę sobie posiedzieć na ziemi i popatrzeć, posłuchać ich... 
nie wiadomo kiedy znowu tak będzie... Monia i Paweł w Rybniku w tygodniu w pracy, w weekendy na studiach w Krakowie i Katowicach. Asia w przyszłym tygodniu wybywa do Krakowa... Dobrze, że Daria i Nonek na miejscu... no i mój Tomasz... blisko a jednak daleko...

Jak to będzie...?! aaah


Dostałam piękną różę od Tomasza :)
chyba nawet zdjęcie mi się udało ładne...


i od rodzinki :)

A tu Kubałek od Moni :) 
świra mam na punkcie kubków :) to już trzeci w tym miesiącu :D
i jest najmniejszy z nich, mimo że normalnej wielkości ;)

a tu obrazek :D

BO JESTEŚ MOIM PRZYJACIELEM :**

i NAJCUDOWNIEJSZY PREZENT NA ŚWIECIE!!!
PEWNIE PISKIEM OBUDZIŁAM PÓŁ MIASTA :D

dostałam CHUPA CHUPSA! największego na świecie chyba!



nie mam odwagi go odpakować :D


i taca ze świeczuszką... a w puszeczkach kawa w trzech smakach :D pychota :D

a na podkładce wszyscy się podpisali :*



i prezent od mojego Mężczyzny... mp5 - cokolwiek to jest ;) ja jestem urządzeniowa łamaga :D

ale już wgrałam nasze zdjęcia, kilka książek i jedną płytę :)

spróbuję nie zepsuć ;)


pal sześć te wszystkie prezenty (oprócz lizaka!), ale takich Przyjaciół to naprawdę ze świecą szukać, a i tak sie nie znajdzie!

Gdyby nie oni życie na pewno byłoby cholernie bure!

czwartek, 16 września 2010

PseudoFelieton - Torebka

Czwartki z PseudoFelietonami ;) 

czy jakoś tak... minął tydzień, ciekawa jestem, czy ten Wam się spodoba :)





Stoję przy kasie. Nie lubię chodzić z koszykami, bo przez sklep przebiegam jak burza łapiąc potrzebne produkty i uciekam na zajęcia, a takim koszykiem to można komuś krzywdę zrobić. Więc stoję już przy kasie, w ramionach trzymając to, co pozbierałam z półek, tych niższych oczywiście, bo wyżej nie sięgam. Gdy już mogę wypuścić z objęć słoik kawy, mleko, kostkę sera i kilka innych równie ważnych produktów mogę wreszcie zacząć drugi etap zakupów, mianowicie poszukiwania portfela. Właściwie proste, otworzyć torebkę, zajrzeć do środka, wyjąć portfel, otworzyć go i wyjąć z niego pieniądze. Proste, prawda…?

Otóż nie zawsze. Rozsuwam zamek torebki i co widzę… notes, tomik wierszy, który ostatnio pochłaniam podczas podróży, paczka chusteczek, zszywacz [po co mi zszywacz?!], dwie saszetki kawy trzy w jednym, której przecież nie piję! Kolejka robi się coraz dłuższa. Gdy już to wszystko wyrzuciłam z torebki znalazłam jeszcze karty do gry w Piotrusia -chyba zwinęłam je z biurka współlokatorce studiującej pedagogikę razem z kalendarzem. Z kalendarza wysypało się sporo biletów, kartek i karteluszek, o! znalazłam receptę, której szukam od dwóch tygodni. Kolejka z tyłu wzdycha, a może tylko ludzie stojący w tej kolejce, z tego wszystkiego - nie wiem. Pomiędzy kartkami i karteczkami błąkały się klucze i spinki do włosów, a nawet kilka śrubek. Nie pamiętam po co mi były śrubki i jak znalazły się w mojej torebce, ale na pewno jakiś powód jest. Śrubokręt się nie zaplątał, ale tylko dlatego, że przy kluczach mam zestaw 3 maleńkich śrubokręcików. Aż się boję odwrócić i zobaczyć ile osób stoi za mną. A portfela jak nie było tak nie ma.

Pani w kasie robi się coraz bardziej czerwona, długimi paznokciami stuka nerwowo w blat. NIE MAM PORTFELA! Przecież go zabierałam z domu! Co z nim zrobiłam?! Wkładałam do torebki!

Nie, nie włożyłam do torebki, bo się nie zmieścił, upchnęłam w bocznej kieszonce razem z biletem… Wyjmuję portfel i z bladym uśmiechem odwracam się do stojących za mną ludzi… Odwracam się i widzę cały tłum ludzi, którzy mają ponad dwa metry wzrostu i wyglądają jakby byli nadmuchanymi balonami, po chwili z przeraźliwym piskiem uchodzi z nich powietrze a ja… Budzę się. Rozglądam nerwowo, ale leżę w swoim łóżku, tego jestem pewna. Tylko coś piszczy - budzik w pokoju obok. Może i dobrze, bo nie wiadomo jak skończyłby się mój sen… Na wszelki wypadek wyskakuję szybko z łóżka i zaglądam do torebki. Jest dokładnie taka jak w moim śnie. Wysypuję wszystko na podłogę. Dodatkowo znajduję dwie płyty z muzyką, kilka zdjęć i jakieś zużyte baterie… czas nad tym zapanować inaczej sen stanie się jawą…




dziękuję za poświęcony czas :D

środa, 15 września 2010

takie tam srebrne myśli ;)

właśnie przyszło mi do głowy, że powinnam spisywać słowa mojego Mężczyzny... będzie fajnie kiedyś, bo może być różnie... miłe wsopmnienia... albo jak juz bedziemy sobą znudzeni i bedziemy zasypiac plecami do siebie (teraz ja tylko jestem plecami odwrócona), nie będziemy mogli na siebie patrzec albo po prostu będziemy kuśtykać o laskach lub siedzieć w bujanych fotelach ze sklerozą...

właśnie usłyszałam, że jestem cudowna, bo cieszę się drobiazgami tak jakby to była willa z basenem... 


eeeh, myślicie, że on tak zawsze będzie...?

hahaha


dobranoc...

kolczyki do broszki...




broszek chwilowo nie ma, bo mnie rodzinka goni jak się ze świeczką gdzieś usadowię :D

ale postanowiłam sobie zrobić kolczyki do kompletu, choć w sumie broszka już nie moja...

zrobiłam, ale nie wiem, jak je do bigla dopasować... jakie bigle dać do tego, jak zaczepić... gdzieś na blogu widziałam taki komplet i chciałam spróbować czy i mnie się uda...

na razie zatrzymałam się na takim etapie...




AAAAAAAA! moja siostra postanowiła spróbować sprzedać kolczyki z poprzedniego postu... 
no i sprzedała :D
wiecie jak się cieszę?! 

kulanie




kulki. sprzed dwóch dni. dziś jest już więcej :)

kulanie wciąga :D

z czerwonych będą korale :D i może dodam szarości ;)


a moja czerwona pierwsza broszka już znalazła właścicielkę :D

poniedziałek, 13 września 2010

kolczyki :)


kolczyki. jestem z nich dumna.

powoli udaje mi się tworzyć równe i bez skaz.

kulam sobie spokojnie czerowne kulki na korale dla siostry... i wychodzą takie jak trzeba... wiecie ile to radości?! :D





a co do komentarzy... ja nie mogę komentować blogów :( bo jak każe wpisać kod to on mi się nie wyświetla, albo jak napiszę koment to wyskakuje błąd...
i jeszcze się okazuje, że u mnie też się nie da pisać...

wie ktoś dlaczego?

i dlaczemu zniknął mi licznik wejść?! :(

wiedziałam, że ja zawsze coś popsuje!

niedziela, 12 września 2010

prezencior ;)


dziś już nie zdążyłam zrobić zdjęć, tzn. siostra zrobiła mi telefonem, ale jakość okropna!

za to dostałam dziś - nieco przedwcześnie - prezent urodzinowy... 
pościel dostałam. genialna jest ;)
aż Wam muszę pokazać wzorek...

fajnista, nie?




myślałam, że zrobię urodzinowe Candy - tak jak Wy robicie... ale do czwartku to już nie ma sensu... może zrobię z okazji dnia nauczyciela?! hehe albo coś wymyślę...

bo chyba bym chciała spróbować... tylko nie wiem, co mogłabym zaoferować... pomyślę :D

piątek, 10 września 2010

pierwsza broszka


błagam Was o ocenę! proszę!!!!

to pierwsza próba! opaliłam palce oczywiście, bo jestem niezdara straszna, ale chyba mi się podoba... kurcze, myślicie, że może być? prosze o rady, o uwagi... wskazówki...

czwartek, 9 września 2010

PseudoFelieton - Ktoś, czyli Kobieta

Otwieram się przed Wami coraz bardziej... to i kawałek pisania swojego pokażę... może się komuś będzie nudziło przy kawie... staroć straszna, ale lubię to... takie to nie-wiadomo-co... zawsze mi się marzyły felietony, ale czy ja wiem, co z tego wyszło... jeśli się ktoś zdecyduję to będzie mi bardzo miło...





Mam lat naście, potwierdzone zaczarowanym kartonikiem uprawniającym do spożywania alkoholu, zatruwania się papierochami w sposób legalny i, co dla niektórych najważniejsze, możliwości zamiany zmęczonych nóg własnych na cztery kółka. Dla niektórych, bo dla mnie niekoniecznie...

Usiąść jeszcze bym mogła... w razie deszczu na przykład - dach ma to przynajmniej nie zmoknę, albo ot tak, posiedzieć sobie, najlepiej w dobrym towarzystwie, włączyć fajną muzyczkę i pogadać, albo pomilczeć na ten sam temat. Można się ukryć przed ciekawskimi z przystojnym samcem, albo z przyjaciółką w razie potrzeby zmniejszenia ilości wody słonej w organizmie, poryczeć jej w rękaw, w lusterku wstecznym poprawić makijaż i wrócić skąd sie przyszło.

Wszystko fajnie, ale przecież nie o samo siedzenie chodzi...

Jeździć... nawet bym chciała, w końcu bez prawka jak bez ręki w dzisiejszym świecie. I pewnie bym się nie zastanawiała, gdyby rzecz ograniczała sie do siedzenia za kółkiem i machania nim w prawo lub lewo... a tu nogami trzeba machać z jednego miejsca w drugie, jakieś pedały, drążki, którymi też trzeba ruszać, do tego kręcić kierownicą i może jeszcze patrzeć na drogę... no chwila, chwila... do tego to przynajmniej trzech osób trzeba, z podzielną uwagą w dodatku! a ja jedna, mała, krucha kobietka jestem! metr pięćdziesiąt w kapeluszu. Jak już usiąde w pojeździe czterokołowym to ledwie zza kierownicy wystaje i pomoc poduszki jest mi niezbędna (nie śmiać się, bo szczera być próbuję!).

No ale przyjmijmy już, że usiadłam, że mnie widać, przekręcam kluczyk i... nie jadę.

Moja babcia też byłaby zdziwiona, bo jak sie niedawno dowiedziałam, całe życie była przekonana, że kluczyk się przekręca, ewentualnie wciska jakiś zaczarowany guziczek i autko jedzie... otóż nie, i to nawet ja wiem, trzeba nacisnąć pedał. Nie wiem który, ale wiem, że trzeba! co gorsza, trzeba go trzymać taki wciśnięty dokładnie tyle, ile chce się poruszać w kierunku, który sobie wybierzemy. Pod warunkiem, że ten wybór podświadomy, bądź świadomy w pełni, poprzemy kręceniem kierownicy w odpowiedni sposób!

Podsumowując, nogi zajęte, dłonie na kierownicy i pracują, czasem się odrywają i machają jakimś drążkiem (nie jakimś, tylko wiem którym!), patrze przed siebie, czasem na ręce, na nogi już nie dam rady... obserwuje drogę, przystojniaków w sąsiednich samochodach (staram sie tylko na światłach), przechodniów też obserwuje, bo nie wiadomo czy nie zechcą wyjść mi pod koła... Oprócz tego myślę, co założę na najbliższą imprezę i czy ta sukienka, którą widziałam ostatnio na pewno nie jest zbyt krótka...

Nie, to stanowczo zbyt dużo czynności wykonywanych w tym samym czasie, nawet jak dla mnie... a jak pomyślę o tych osłach na drogach w pojazdach innej wielkości lub koloru uważających się za panów i władców trasy wrzeszczących... no dobra, chyba jedynym cenzuralnym słowem jest: "babo"!

Na razie miejsce obok kierowcy mi w zupełności wystarczy... może do chwili kiedy się zdecyduję na kurs, ktoś wymyśli samochód na guzik...

wtorek, 7 września 2010

wymianka z Joie

Przeglądałam kiedyś blog Joie, chciałam wtedy zacząć zabawę z decou, a ona miała śliczne serduszka ozdobione w ten sposób... dlatego, gdy wygralam u Niej candy, a ona przeczytała o tej mojej platonicznej miłości do serc zaproponowała wymiankę.

Jej serduszko za mojego pieczątkowego Pana Bałwana. taka mała pieczątka za takie serducho?!

a! piszę o serduchach decou, a na zdjęciu zupełnie inne... bo się nie dogadałyśmy :) ja nie widziałam tych z materiału, a jak zobaczyłam to już nie wiedziałam czego chcę :)

hehe! piękniste, nie?


a na zdjęciu niżej widać Pana Bałwaniastego... dorzuciłam kilka pieczątek, a miałam niewiele do wyboru, bo jakoś się rozeszły... do tego kilka tuszy, które były w komplecie, gdy kupowałam pieczatki. A na blogu Joie napisała, że szare kolczyki podobają się Jej najbardziej... wiem, że one podobały się najbardziej sposród tych pokazanych... ale ta pochwała tak mnie ucieszyła, że dołozyłam kolczyki... nawet jeśli miałaby załozyć je tylko raz...

I wiecie co, napisała mi, że porwała je Jej córcia... i już nosiła. 
mało z krzesła nie spadłam z radości! 
więc z tego miejsca pozdrawiam i dziękuję Jej Córci ;)

I Joie za wymiankę! :*





* wymieniałam się też z Olą, ale do niej jeszcze moja przesyłka nie dotarła, a w każdym razie nie napisała mi o tym... 
a przez chwilę miałysmy problem z pocztą... no to czekam. i potem się pochwalę :)

niedziela, 5 września 2010

kroje i kolory

byłam z moim mężczyzną i jego siostrą na zakupach.. 
Monika w przymierzalni, mierzy kieckę.
My czekamy by wydać werdykt.

Monika krzyczy:

- wyglądam w niej jak Calineczka. Wolałabym taką czarną ołówkową...

na co mój mężczyzna nachyla się do mnie i mówi:

- ołówkowa to chyba taka bardziej szara...?!



no i jak go nie kochać ;)

on w takich sytuacjach powtarza, że za to wie jaki to seledynowy! :)
i dumny jest z tej wiedzy jak nie wiem co ;)


aaa! i miałam dodać, że w sobotę przyjechał po mnie do pracy. z różą. 
Moje Kochanie ;)


broszka chyba jednak  nie prezentuje się ani dobrze ani jak broszka, bo ani słowa nikt nie napisał...
pójdzie do wywalenia :)

buziaki i dobranoc

piątek, 3 września 2010

blog Renaty

autorka moich ulubionych ostatnio torebek założyła w końcu bloga...

dzielę się, więc z Wami adresem... niechętnie, bo teraz Jej torebki staną się popularne... eeeh
ale trudno... trzeba się dzielić z bliźnimi ;)


 http://morena-mojepasje.blogspot.com/

polecam :)

a za Ciebie trzymam kciuki... oby blog Ci służył!

powodzenia!

czwartek, 2 września 2010

pierwsza broszka...? czyżby?


zastanawiałam się, czy uda mi się z nieudanej kulki zrobić broszkę...

dziwna jest... ale mam taki czerwony płaszczyk. i do tego czarno-czerwony szal... może do szala będzie pasować?


czy to przypomina broszkę?

dziwne... takie coś...

co myślicie?



ciągle nie mam czasu na nic... tylko na blogi zaglądam codziennie na chwilę i do łózka...