niedziela, 11 listopada 2012

weselne pogubienie :(

cały świat się cofnął o dwadziescia lat...
i znowu kazda kolejna czynnosc wykonana samodzielnie daje radosc... ale jaka radosc! nie macie pojecia...
wkurza mnie, ze lekarze sa zdziwieni, ze w ogole poruszam rekami...
wkurza, ze wiele rzeczy, takich podstawowych czynnosci sprawia mi problem...

w dodatku mam ogromne problemy ze skupieniem sie, z koncentracja...
staram sie z tym walczyc... ale bywa kiepsko...

robie wszystko, zeby skupic sie na jednej czynnosci i zrobic to od poczatku do konca bez tzw. zawiasow...
ale samo wybieranie zaproszen trwa juz taaaak dlugo...
marzyly mi sie recznie robione zaproszenia slubne... ale oszczednosci przeznaczone na wesele topnieja przez rachunki za leki, przez ciagle badania... wiec z listy tylko wykreslam to, co nie jest konieczne... i niedlugo i z sukienki bede musiala zrezygnowac...
gdybym miala pomysl i odrobine talentu moze zrobilabym je sama... ale nie potrafie... nigdzie nie ma przepisu na wyjatkowe zaproszenia... no i moze przydalyby sie jeszcze sprawne rece do tego... cóż...

w ogole nie mam na nic pomyslu... zawsze myslalam ze panny mlode maja wymarzone sluby...
ja nie mam... nic nie mam...
mam tylko coraz bardziej dosc tego wszystkiego...
nic nie moge zalatwic sama... a podejmowanie decyzji mnie przerasta...
powinien byc ktos kto powie czym, w jakiej kolejnosci i za ile trzeba sie zajac...

zycze Wam milej, slonecznej niedzieli...

poniedziałek, 5 listopada 2012

dziekuje za Wasze wsparcie

Kiniu kochana!
dziekuje za kartke...  za wsparcie... nie masz pojecia jak bylo mi dzis milo...
udalo mi sie dzis odwiedzic siostre... ona nadal lezy w szpitalu, niestety w innym miescie, wiec ciezko mi ja odwiedzac... ale jest coraz lepiej...
ja powoli sie mobilizuje i staram cokolwiek robic sama...
dziekuje Wam za kazde cieple slowo...

wtorek, 30 października 2012

byly plany nie ma nic....

nie bylo mnie tu pewnie z rok... z powodow roznych, kwadratowych i podluznych...

bo sobie bylamn zajeta soba, praca, planowaniem kolejnych studiow i slubu... i wszystko szlag trafil...
ktos juz mowil ze Bog sie smieje z naszych planow...
tydzien przespalam na OIOMie, z kilku kolejnych dni niewiele pamietam... oprocz wewnetrznych obrazen, kilku operacji i masy szwow mam polamane obie rece w kilku miejscach... do stukania w klawiature mam jeden palec... 
moge teraz lezec calymi dniami w lozku i patrzec na swoje przydasie ktore nie wiadomo kiedy i czy w ogole mi sie do czegos przydadza...
dobrze, ze chociaz blogi moge podgladac... 
wiec dzieki wam wielkie za ten promyczek...

czwartek, 28 czerwca 2012

pani magister

obroniona.
magister.
chyba sobie to wydrapię na tabliczce na drzwi ;)
hehe
padam na nos ;)

środa, 27 czerwca 2012

co się dzieje a co nie...

nie było mnie tu hoho hoho i jeszcze trochę...
zaglądałam na niektóre blogi, ale ogólnie zero śladu po mnie...
za dużo się działo...

nie ze wszystkim umiałam sobie poradzic....

dziś... pracuję w księgarni. jutro mam obronę. właściwie musiałam się przeprowadzić.
planuję remont korytarza i kuchni.
i zaczyna mnie to przerastac.
nie mam wizji.
nie mam pomysłu.
niby wiem, jakie kolory, ale układ mnie przerasta...
miałam pomysł, ale mi go obalili! co więcej mieli rację :(
najchętniej oddałabym komuś tę przyjemność zaprojektowania mi kuchni i korytarza...
to jakaś masakra!


trzymajcie jutro kciuki....


żeby nie było bez zdjęć...

wisior i pierścionek dla koleżanki...




i pierścionek jeszcze dla nie-wiadomo-kogo :)


środa, 28 marca 2012

wkrętki i wkręteczki


moje dzisiejsze wkrętki

czerwone zniknęły już w dwóch egzemplarzach :)
może ktoś jeszcze je wypatrzy...
kto wie :)

pudełko na karty


od razu przepraszam za zdjęcia. zrobione w biegu...
aparat się zbuntował...
no i jest jak jest, ale to są jedyne fotki..

góra pudełka wyglądała tak:

 a tu wewnętrzna strona wieczka :)


na dnie był AS :)
dla zapalonego gracza :)
Tysiąc stał się już tradycją...
trzeba było zaplusować :)


daaawno mnie nie było...
za dużo się dzieje...

poniedziałek, 12 marca 2012

:) w kilku słowach

wszystko ostatnio idzie nie tak jak nalezy...
haftowanie mnie odpręża. nawet na czytanie jakoś nie mogę złapać weny...
a książek czeka kilka dzięki Bujaczkowi! Była tak kochana, że postanowiła pożyczyc mi kilka książek, które powoli pochłaniam...
powoli, bo ostatnio wszystko robię powoli... to może wina pogody, a może wydarzeń ostatnich...
nie jest fajnie...
muszę Wam zrobić zdjęcie ksiązek czekających w kolejce...
i kilku parom kolczyków, bo też powstały ostatnio...

korci mnie, żeby nauczyć się szyć tylko nigdzie nie mogę dorwać maszyny...
jedną ma mohja teściowa, ale pod prądem, nawet własnym córkom nie pozwala się zbliżyć bardziej niż na metr... więc nie ma szans... przymierzałam się nawet do zakupu jakiegoś... i chyba tak będę musiała zrobić...
no ale tak z biegu nie wyskoczę z takiej kasy... chyba muszę przepytać znajome i znajome znajomych jeszcze...

miłego dnia :)
zdjęcia potem...

aaa! Motylową Pannę już niemal skończyłam, jeszcze kilka czarnych krzyżyków i koniec :)
zbieram się na zajęcia... powrócę w nocy :)


ostatnio dostałam kilka przesyłek, część nadal czeka na obfocenie już od dawna!
do domu wrócę koło środy to obiecuję pokazać zdjęcia :)

czwartek, 8 marca 2012

moje "nowe" drzwi do łazienki


moja decou-etykietka na moje miejsce relaksu :)
drzwi do łazienki mam brzydkie, niestety trudno to zmienić, bo są całkowicie niewymiarowe, a futryna jest nie do końca taka jaka być powinna, więc nie da się jej zmienić :( 
więc i drzwi są jakie są. na stałe.
w związku z czym wymyśliłam sobie inny sposób :)
chciałam spróbować decou na większej płaszczyźnie, więc początkowo drzwi miały się zmienić znacząco, ale potem postawiłam na minimum :D
całych drzwi nie pokazuję, bo zdjęcie robiłam wieczorem i wyglądają koszmarnie :)
rano postaram się zrobić lepsze :)

miłego wieczoru
wszystkim Paniom spełnienia marzeń...
nawiasem dostałam bukiet tulipanów kolorowych od Taty i piękne kwiaty od mojego Tomasza... które są różowe!!! on się jednak upiera, że to fiolet, bo przecież ja nienawidzę różu...
zastanawiam się, czy aż taki ma problem z rozpoznawaniem kolorów czy aż tak słabo mnie zna...
dziś uznam, że różowy to jednak fiolet, w końcu to tylko facet ;) hehe a kwiaty są cuuudownie piękne...

czwartek, 1 marca 2012

laleczka

mój Tomasz po spotkaniu z przyjacielem wpadł do domu, dorwał laptopa i kazał mi oglądać laleczki voo-doo zachwycając się nimi okropnie...
cóż... pooglądałam. nawet kilka razy udałam, że mi się podoba...
no i niestety to był błąd...
usłyszałam:
zrób mi taką!

i żadne argumenty typu: kup sobie - nie zadziałały...

potem strzelił focha, że dla innych to zawsze robię tylko on jest taki poszkodowany i tylko obiecuję a on nigdy nic nie dostaje...
(ok, breloczek, który ode mnie dostał i miałam mu naprawić dyndadełko lezy w etui na moje okulary, które gdzieś zgubiłam)

więc obiecałam, że spróbuję i dałam sobie prawie 2 tygodnie czasu.
uwinęłam się szybciutko.
a Tomasz zadowolony :)

oto nasza laleczka...


szkaradna :D
ale Tomasz się cieszy, więc ok :D

piątek, 24 lutego 2012

"Pensjonat Sosnówka" Maria Ulatowska - Włóczykijka


Wczoraj dotarła do mnie druga część książki.
Wieczorem rozpoczęłam czytanie, dziś w południe zakończyłam tę przygodę.


Uczucia mam mieszane, nie będę ukrywać...
Pensjonat powoli sie rozkręca, najpierw kończy się remont, potem zjeżdżają się pierwsi goście, ogólnie cud miód i orzeszki...
Anna zakochana, Jacek zakochany, zakochują się tez inni. Pojawiają się nowi bohaterowie, goście, przyjaciółki, starzy i nowi znajomi... 
Pojawia się również była żona Jacka, która nieźle namiesza...

Książka, jak i pierwsza część, ciepła, miła i przyjemna.
i tyle. nic więcej. a dla mnie to już za mało.
Sielanka sielanką, ale ileż można?! gdzie życie...?
Ja może nie poznałam takich uroków życia, ale nie zdarzyło mi się jeszcze, żeby kogoś poznać i po pierwszym dzień dobry rzucać się mu na szyję i ogłaszać go najlepszym przyjacielem lub przyjaciółką... Po pewnym czasie mnoży się od okresleń pierwsza przyjaciółka w Towianach, pierwszy przyjaciel, najstarszy przyjaciel stażem, przyjaciółka jeszcze z czasów Warszawy... ah! no jasne! przecież przyjaźnić się trzeba z każdym klientem, z każdym przechodniem i każdym wędkarzem koniecznie! 

Pojawiają się szczeniaczki i jest poszukiwanie domów dla nich, potem zjawiają się kociaki i dla nich też szukamy domu, a domy muszą być wyjątkowe, nie byle kto może dostać psa czy kota! 

I jeszcze jeden problem, poprzedni tom był podzielony na lata, każdy rozdział był opisany, było to jasne i proste... a tutaj... zaczyna się od WCZEŚNIEJ i chyba zachowana jest chronologia, ale za dwa dni ma być Dzień Matki, a do tego dnia mija tyle czasu, tyle pojawia się osób, wydarzeń, historii, że święto wypada chyba ze dwa rozdziały dalej i właściwie nie wiadomo jaki jest dzień, miesiąc... no ja się pogubiłam...

Ale jak widzicie, książkę przeczytałam szybko, bo bardzo szybko się ją czyta... jest napisana dobrze, płynie sobie po prostu, a czytelnik tylko przewraca strony... ale chwilowo sielanek mam dość... jest zbyt sielankowo, zbyt idealnie... a jak już się pojawia negatywna postać to albo staje się wyjątkowo miła już na kolejnej stronie, albo znika równie szybko jak się pojawiła...

Do czytania dla samego czytania polecam... jak od książki oczekujesz, że oprócz wzruszeń kilku zmusi Cię do przemyśleń to raczej nie jest dla Ciebie...
mimo, że staram się być optymistką... bez przesady :)

czwartek, 23 lutego 2012

"Sosnowe dziedzictwo" Maria Ulatowska - Włóczykijka


Książka dotarła do mnie dzięki Włóczykijce, niestety czas wybrała sobie mało odpowiedni, gdyż przed sama sesją... początkowo miała wylądować na półce i poczekać... ale ileż mogła czekać?! zbuntowana wskoczyła mi do torebki, gdy wychodziłam z domu i po dwóch dniach (czytania tylko w samochodzie i autobusach czy pociągach) została przeczytana. Więc czy mi się podobała chyba nie muszę już mówić...

Jak to zwykle w takich książkach bywa wszystko toczy się gładko...
35letnia Anna Towiańska, córka Anny Towiańskiej, której matka również była Anną Towiańską, choć tylko biologiczną, bo wychował ją kto inny... i cóż z tego, że Anny zostały rozrzucone czasowo, skoro dodatkowo każdej imię zdrabniane było w inny sposób, co - w moim przypadku - wprowadzało dodatkowy zamęt... Jakby mało było pięknych polskich imion!
Plusem jest to, że książka ma rozdziały podzielone czasowo, dzięki czemu wiemy, co dzieje się teraz, co działo się w 1944 roku i w 1997...
ale ale! Tajemnica! Bo przeciez bez takiej nie mogłoby się nic wydarzyć...
otóż... z książki możemy dowiedzieć się jaka tajemnica od lat spoczywa pod paprotką! I dlaczego na jej odkrycie trzeba było czekać tyle lat!
A potem już Anna Towiańska (córka i wnuczka, a więc najmłodsza) znajduje się w Sosnówce, zaczyna nowe życie... najpierw od remontu i wielu przyjaźni z mieszkańcami. Potem pojawia się Grzegorz i skrada jej serce, jednak w kulminacyjnym wydawałoby się momencie autorka zmienia zdanie i podsuwa Annie nowego adoratora... i zaczyna się rywalizacja.

Książka bardzo sielankowa, jak dla mnie aż za bardzo...
w dodatku odniosłam wrażenie, że to kolejna książka gdzie najpierw pojawia się dom, tajemnica, a potem okazuje się, że kobieta porzuca wszystko i ryzykując stawia na swoim. A potem znowu sielanka...

Wyjątkiem było "Magiczne miejsce" A. Krawczyk, gdzie to mężczyzna porzucał świat i otwierał pensjonat...

MImo wszystko do czytania zapraszam, ksiązka do pochłonięcia w leniwe wieczory lub poranki przy kawie...

na szybko podsumowanie :D

uwaga uwaga :D
hehe
po pierwsze: szczęśliwie zakończyłam sesję
po drugie: udało mi się nie nocować na dworcu, a takie były założenia po zobaczeniu nowego planu
po trzecie: pudełko na karty upolowałam - dziękuję za pomoc!
po czwarte: czeka mnie wykonanie laleczki voo-doo hmmm
po piąte: za chwile recenzja :)
po szóste: do końca tygodnia wagaruję :)
po siódme: w ramach wagarów nauczę się piec kruche ciasto :)
po ósme: nie mogę komentować blogów przez te weryfikacje! zawsze próbuje 3 razy, jak za trzecim mi odrzuca komentarz poddaje się... a niestety odrzuca często...

chwilowo chyba tyle :)
zdjęć na razie niet, bo niestety aparat sie buntuje :(

czwartek, 16 lutego 2012

pudełka na karty poszukuję!

poszukuję pudełka na karty do gry... takiego, żeby go decoupage'em potraktować...
upolowałam (z wymianki) serwetkę karcianą i mój Teść byłby zachwycony... nie mówiąc o Wujkach, którzy zzielenieliby z zazdrości i na pewno już zawsze by przegrywali w tysiąca :D
ale nigdzie nie umiem upolować takiego pudełka... albo źle szukam?!
hmmm
może ktoś z Was ma o jedno za dużo i by odsprzedał?
albo wie, gdzie kupić?
proszę proszę proszę...


coś mi wlazło w kręgosłup i ledwo się ruszam :(
i mimo codziennych masaży, w których Tomasz zmuszony został się specjalizować :D
po 4 dniach chyba czas odwiedzić teściową - w końcu podobno nic nie działa lepiej niż jad żmii :)

wkuwam nadal, a w weekend czekają mnie zakupy... niestety męskie :/ a Tomasz nieszczęśliwy, bo musi kupić spodnie... ah!
ale nic to :) dostałam walentynkową torebkę :) torebkę lalalalalala :D
hehe
piękna!

buziaki! i dobranoc

środa, 8 lutego 2012

nieobfocona dłubaninka :)

nijak nauka mi nie idzie...
więc na dziś dałam sobie spokój...
winko, blogi, jakiś film w tv, na który zerkam jednym okiem...

wydlubałam dziś kilka par, ale mimo zrobienia masy zdjęć tylko to jedno nadaje się do pokazania...


a przerwach poszukuję materiału w krateczkę, ewentualnie w kropeczki...
bo sobie wymyśliłam, że uszyję (ja?! cholerka... no albo kogoś poproszę :D) coś w rodzaju lambrekinu...
żeby chociaż kawałek regału zasłonić... w te mojej udawanej kuchni...
no więc szukam... 
a teraz chyba wrócę do czytania "Sosnowego dziedzictwa" bo wciąga...

niech w końcu zrobi się cieeeeepło!
ma ktoś jakieś wtyki u tego, co zamawia pogodę?!

miejsce do wkuwania :D


zacznę może od tego, że jakiś czas temu już dostałam kolczyki od Wiankowej
wybaczcie, nie jestem w stanie zrobić lepszych zdjęć...
stawałam już niemal na głowie... i nic! 
no nie wychodzi i koniec :(


ale kolczyki są piękne :) musicie mi wierzyć... i dłuuugaśne!
boskie :) dziękuję!!!


nie ma mnie ostatnio na blogu i nie ma... niby sesja niedawno się rozpoczęła, ale dla mnie trwa od początku grudnia... milion prac do napisania, milion kolosów... jakoś tak wyszło, że nie studiuję jak inni więc i wymagania są osobne... okazuje się, że gorsze :(
cóż...
przede mną jeszcze TYLKO jeden egzamin. najtrudniejszy.
miałam podchodzić do niego jutro, ale się poddałam...
mam nadzieję, że w poniedziałek będę wiedziała więcej...


świeczuchy w mojej łazience :D


 dopóki mieszkałam z rodzicami moją oazą była łazienka...
ogromna wanna, gdzie ja z moim skromnym wzrostem mogłam niemal pływać...
brałam więc gazety, czasem notatki i tak sobie odpoczywałam w gorącej wodzie...
odkąd zamieszkałam sama, a moja wanna z różnych względów (łazienka dla krasnali) jest dla ludzi w wersji mini... czyli dla moich potrzeb jednak zbyt mała... nie umiałam sobie z tym poradzić...
człowiek się musiał nagimnastykować, żeby się wykąpać, więc o odpoczynku i relaksie nie było mowy...
aż w końcu zakupiliśmy szafeczkę, na niej wylądowały świeczuchy (całą masę świeczek mam, bo ich nie palę - szkoda mi)... ale się przemogłam i teraz robię sobie nastrój, i wreszcie jest dobrze...

tak wygląda mój wieczorny kącik do nauki:


bo ostatnio grzecznie wszędzie łażę z notatkami...
i coś tam we łbie zostaje ;)

pozdrawiam :)
mam nadzieję, że niedługo już będę mogła uznać, że sesja była wytworem mojej wyobraźni, albo, że była baaardzo dawno temu!



środa, 25 stycznia 2012

sesja wykańcza...

sesja mnie dopadła i już mam dość...
jeszcze dwie prace pisemne, trzy egzaminy... a ja w lesie...
mam napisać pracę o wspinaczkach wysokogórskich... masakra! co to ma wspólnego z moimi studiami!

w dodatku poszukuję nauczycielek języka polskiego pracujące w gimnazjum... może jest wśród Was jakaś polonistka, która wypełniłaby krótką ankietę...? pliiiiis :D

nie mam niestety prawie na nic czasu...
ale chciałam spróbować zrobić kolczyki...
wyszły takie: (tylko zdjęcie nie wyszło...)


 zrobiłam mnóstwo zdjęć i niestety żadne się do niczego nie nadawało...


i jeszcze takie :)



a to mój nowy kwiatuszek :)
rośnie... hehehe

wracam do tworzenia prac zaliczeniowych :D

wtorek, 17 stycznia 2012

i tyle.... :(

Wycieczka do stolicy chyba mnie jednak minie :(
cóż... dopadła mnie nadchodząca sesja i zaliczenia... i myślałam, że jednego wolnego dnia wypuści mnie z objęć, ale niestety... nie wyrobiłam się ze wszystkim, wpadło kilka nowych prac...
przykro mi strasznie... ale muszę się poddać...

a już nawet myślałam o tym, że z Warszawy już bliżej na Mazury i mogłabym do babci na kawę wpaść...
dosłownie wpaść, bo w piątek już naprawdę muszę być na zajęciach :D
a tu nic!
ale może w sobotę skoczę na Mazury do poniedziałku.... wszyscy mówią, że jestem nienormalna... no a przecież to tylko trochę ponad osiem godzin w pociągu!
a tam na mnie czeka nowy Przystojniak w rodzinie :) przecież musi poznać ciotke zanim dorośnie, nie?
zbieram sie, bo w końcu nie zdążę... a dziś do nocy zajęcia... ah!

próbowałam zrobić sutaszowe kolczyki...
muszę zrobić zdjęcie i poddać surowej krytyce Waszej :)

buziaki!
miłego dnia :)

piątek, 13 stycznia 2012

wycieczka do stolicy :)

a w środę jadę do Warszawy :)
na wieczorek poetycki :) booosko :)
tylko co ja ze sobą pocznę w stolycy od 10 rano do 18tej :)
hehe :)

no zobaczymy jak to będzie...
mam nadzieję, że się nie zgubię :)

czwartek, 12 stycznia 2012

pomożecie...? bransoletka

Dziewczyny... potrzebuję pomocy....
muszę zdziałać taką bransoletę...
ma być prezentem... i ma być wykonana przeze mnie....

jak się za to zabrać?!
gdzie kupić materiał....?





pomożecie mi...?


wtorek, 10 stycznia 2012

Matka Wszystkich Lalek - Monika Szwaja

Zacząć powinnam chyba od początku... pojawiła się książka to pojawiły się i recenzje... na blogach również, a traf chciał, że kilka blogów obserwuję... zajrzałam, ale oczy zamknęłam by czasem nie przeczytać, co inni mają do powiedzenia na temat książki... niestety, na samym dole wpadło mi w oko zdanie: "Najlepsza książka tej autorki" - jak najlepsza?! myślę sobie... przecież poprzednia była najlepsza zaraz po tej wcześniejszej, która też była najlepsza! no niemożliwe przecież, żeby jakaś Szwaja pisała książkę za książką każdą kolejną lepszą od poprzedniej! To niewykonalne! Oczywiście napisałam o swoich przemyśleniach w komentarzu na co autorka odpisała, że moje zdanie podziela, ale ta książka stanowczo jest najlepsza!
Cóż... zaczęłam poszukiwania... książkę dorwałam i czytać nie umiałam przestać... a ciężko sie gotuje z nosem w książce, ciężko się uczy, ciężko nawet zamiata podłogę!
Skończyłam czytać dziś o 3 rano :)
taaaak, książka jest naprawdę dobra....
nie wiem, ile książek można postawić na podium na pierwszym miejscu, ale ta na pewno tam powinna dołączyć....

a teraz o książce krótko...
jest ocean, jest wyspa, jest Francja...
są góry, jest wioska, jest Polska...
jest też życie dawno dawno temu w Niemczech...
Są historie dwóch kobiet...
jest ojciec polski i niemiecki...
jest też ojciec francuski i polski...
i jak zwykle strata, miłość, rozstanie, pasja, przyjaźń, trudne decyzje...
Jest Klara i Ela. i ich historie...

Chyba pierwszy raz nie pojawia się miasto nad naszym polskim morzem... bo autorka lubi umieszczać tam fabułę... ale nic to!
Bohaterka...? cóż... młoda, ładna, zdolna... i uwaga! TWORZY BIŻUTERIĘ! ROBI NA DRUTACH!
no już za to można ją pokochać, czyż nie?
Jak zwykle pojawia się gromada dobrych ludzi... i jeden dupek :)
ale czym jest jeden dupek w obliczu przyjaciół, prawda? :)
Nie cierpię opisywać książek, choć wiem, że tak powinna wyglądać recenzja... wybaczycie mi chyba?
ale czułabym, że odbieram innym radość czytania :)

wiecie doskonale, że na punkcie książek tej autorki mam bzika!
ale wczoraj wybrałam się do mamy, a na stole lezy sobie "Jestem nudziarą" - czyta ją kolejny raz, choć może nie zdaje sobie z tego sprawy, hehe...
potem wpadłam do babci na kawę, a na kredensie leży "Dom na klifie"...
cóż... widocznie ten bzik jest zaraźliwy...

a kolejnym spostrzeżeniem jest, że znowu jest sesja... a ja znowu zamiast się uczyć czytam Szwaję!
aaah, chciałabym móc kupić sobie wszystkie jej książki i móc do nich sięgnąć zawsze, gdy mam na to ochotę :(
szkoda, że to mało realne...

buziaki!

sobota, 7 stycznia 2012

kawka i herbatka :)


słoiczek na kawkę mało idealny, ale to mój pierwszy...
i może z tego głównie powodu tak mi się podoba :)

a ten niebieski kubraczek na herbatkę...
kolor nie taki, ale uczyłam się, a uczyć się można na czymkolwiek ;)

i tak sobie stoją i kawka woła mnie rano, a wieczorami herbatka :)
idealnie ;)


a dziś przeniosłam swój warsztat :)
mam niby całe pomieszczenie, ale zimą wiatr tam hula...
kawałek stolika w kącie pokoju...
od razu zmajstrowałam broszkę, pierścionek i kilka par kolczyków...
aaah! nie macie pojęcia jaka to radość....
hehe

piątek, 6 stycznia 2012

moje słoiczki


już wspominałam, że w pomieszczeniu, które u mnie udaje kuchnie na piętrze nie mam ani jednego mebla kuchennego :)
jest regał.
a poniżej słoiczki na regale...



to nie wszystkie moje słoiczki, stoją w dwóch rzędach...
i czekaja na specjalną półeczkę by stanąć grzecznie jeden obok drugiego...

 
i większe słoiki...
a za nimi pojemniki na ryż i makaron :)

a tutaj razem....
idealnie nie jest, ale mi się podoba... :P


na razie tyle :)
w następnym poście pokaże słoik na kawę i ubrany słoik na herbatę :)

środa, 4 stycznia 2012

moja nowa Panienka :D



początek kolejnej mojej Panienki :)
tym razem Jesiennej...
podejrzewam, że i tym razem wprowadzę jakieś zmiany...
już na przykład mam inne kolory niż reszta ;) hehe
chyba uznam, że taki mój urok...


jakoś ostatnio ciągle brak czasu na bloga...
wszystkiego brak...
czasu...
ochoty...
pracy brak...
aaah


co u Was?