jakiś kolejny etap remontowy za nami...
można powiedzieć, że jeden przejściowy pokój jest mój. mój, a więc na moje pierdółki...
kolczyki, koraliki, drewienka...
musi być idealny, równiutki, wysprzątany, więc mowy nie ma, że stworzę tu sobie swój wymarzony chaos... mąż by mnie pogonił szybciej niż bym pomyślała o uporządkowywaniu...
mam coś, co było wielkim biurkiem i w sumie świetnie się nadaje na pudełka i pudła, a do tego najzwyklejszy regalik z kilku desek kupiony za grosze w jakimś markecie budowlanym.
no i masę kartonów, bo ze względu na wieczne przenoszenie moich rzeczy wszystko ładowałam do pudeł...
nie, nie łudźcie się, pudła nie są opisane :/
nie są też podzielone kategoriami, bo jak już były podzielone a potem na szybko trzeba je było przenosić to wrzucałam do nich jak leciało...
a teraz chcę mieć wymarzone miejsce dla siebie...
tylko jak je stworzyć...?
jak podzielić...?
jak poukładać?
gdzie? w czym?
no i żeby się nagle nie okazało, że potrzebuję miliona rzeczy do tego przechowywania...
ah....
macie jakieś wymarzone kąciki?
albo może Wasze miejsca do pracy są idealne?
macie gdzieś fotki?
jak to jest u Was?
zawsze podziwiam, że w takiej małej szafie można tak wiele zmieścić...
ah...
czy uda mi się choć troszkę do tego przybliżyć...?
środa, 30 kwietnia 2014
piątek, 25 kwietnia 2014
jak sypialnia w bólach powstawała :D
pierwszy etap malowania za nami, dzisiaj pomalujemy drugi raz i, mam nadzieje, kolor wyjdzie taki jak należy :)
Mój mąż uparł się na tę zieleń i nieco mnie to przeraża, bo jest naprawdę ciemna!
aaa mam sypialnię :D od wtorku. tzn. prawie.
Przywieźliśmy sypialnię do domu, mąż z kuzynem pojechali do mojej siostry skręcać szafę, a potem wrócili walczyć z łóżkiem... cóż, dobrze im szło (dopóki dyrygowałam, ale mój chłop nie lubi jak się wtrącam, gdy ON coś robi, więc przestałam - i to był błąd!) niestety około 22.00 okazało się, że zostały im dwie wielkie deski, których nijak nie da się nigdzie przymocować... pominę już fakt, że bez przerwy liczyli śrubki, których ich zdaniem było o wiele za dużo...
jak to mój kuzyn potem ujął - bo każdy koncert potrzebuje dyrygenta...
doszli oczywiście do wniosku, że po prostu dwie pierwsze deski przykręcili w zły sposób i w złych miejscach...
także w środę po pracy mój mąż zaczął naprawiać to, co nie wyszło... teoretycznie SAM ale bez przerwy warczał, że może bym mu pomogła... i czemu się tylko gapię....
no to pomogłam...
do momentu jak mąż zobaczył, że zostało nieco śrubek...
K..., no i na ch.... tych siedem śrubek?!?!?!
tym tekstem, niezbyt może subtelnym, rozłożył mnie na łopatki i musiał dalej działać już sam, tak się chichrałam...
także sypialnię już mam.
jak tylko wyniosę z niej niepotrzebne rzeczy od razu zrobi się lepiej :)
planowałam malować okno na dole, ale mój mąż sprytnie ukrył gdzieś farbę, więc muszę poczekać aż wróci... także biorę się za bardziej przyziemne sprawy :)
dziękuję Wam za komentarze... i maile, byłam zdziwiona, kiedy kilka osób napisało pytając o sprzedaż kosmetyków... im nas więcej tym weselej :) także, gdyby któraś z Was miała jeszcze ochotę czasem dorobić chętnie wyjaśnię co i jak :)
Mój mąż uparł się na tę zieleń i nieco mnie to przeraża, bo jest naprawdę ciemna!
aaa mam sypialnię :D od wtorku. tzn. prawie.
Przywieźliśmy sypialnię do domu, mąż z kuzynem pojechali do mojej siostry skręcać szafę, a potem wrócili walczyć z łóżkiem... cóż, dobrze im szło (dopóki dyrygowałam, ale mój chłop nie lubi jak się wtrącam, gdy ON coś robi, więc przestałam - i to był błąd!) niestety około 22.00 okazało się, że zostały im dwie wielkie deski, których nijak nie da się nigdzie przymocować... pominę już fakt, że bez przerwy liczyli śrubki, których ich zdaniem było o wiele za dużo...
jak to mój kuzyn potem ujął - bo każdy koncert potrzebuje dyrygenta...
doszli oczywiście do wniosku, że po prostu dwie pierwsze deski przykręcili w zły sposób i w złych miejscach...
także w środę po pracy mój mąż zaczął naprawiać to, co nie wyszło... teoretycznie SAM ale bez przerwy warczał, że może bym mu pomogła... i czemu się tylko gapię....
no to pomogłam...
do momentu jak mąż zobaczył, że zostało nieco śrubek...
K..., no i na ch.... tych siedem śrubek?!?!?!
tym tekstem, niezbyt może subtelnym, rozłożył mnie na łopatki i musiał dalej działać już sam, tak się chichrałam...
także sypialnię już mam.
jak tylko wyniosę z niej niepotrzebne rzeczy od razu zrobi się lepiej :)
planowałam malować okno na dole, ale mój mąż sprytnie ukrył gdzieś farbę, więc muszę poczekać aż wróci... także biorę się za bardziej przyziemne sprawy :)
dziękuję Wam za komentarze... i maile, byłam zdziwiona, kiedy kilka osób napisało pytając o sprzedaż kosmetyków... im nas więcej tym weselej :) także, gdyby któraś z Was miała jeszcze ochotę czasem dorobić chętnie wyjaśnię co i jak :)
środa, 23 kwietnia 2014
kiermaszowe
prawie mam sypialnię. szkoda, że prawię, ale nie marudzę....
próbuję ogarnąć resztę mieszkania, ale idzie mi opornie, więc mam przerwę motywacyjną na blogach :D
muszę jakoś pogonić tego mojego chłopa, bo w niedziele będziemy mieć gości, więc wypadałoby ruszyć z malowaniem :)
a tu ciągle coś wypada... pociesza mnie, że mimo wszystko, małymi kroczkami posuwamy się do przodu...
denerwuje mnie tylko, że słabo wychodzi mi pomaganie... bo albo mnie gonią, że to nie dla mnie robota, albo zwyczajnie nie mam na to siły...
nie wspominałam chyba, że przed świętami udało nam się wziąć udział w kiermaszu świątecznym...
jakie niesamowite rzeczy ludzie robią! szaleństwo!!!
fotki mam słabe, ale trochę naszego misz-maszu widać :)
muszę się wreszcie spiąć i wziąć do roboty :)
czeka mnie jeszcze zmywanie i obiad... także powoli uciekam :)
no i wypadałoby zarobić jakiś grosik, także muszę przysiąść nad zamówieniami... właściwie zawsze byłam pewna, że to pic na wodę, ale jako bezrobotna przyszła mama bez perspektyw łapię się wszystkiego i w sumie czasem sama się sobie dziwię, że na kosmetykach można wyciągnąć te kilka stówek, a właściwie poświęcam temu kilka godzin miesięcznie... dobrze, że są jednak takie możliwości...
buziaki!
próbuję ogarnąć resztę mieszkania, ale idzie mi opornie, więc mam przerwę motywacyjną na blogach :D
muszę jakoś pogonić tego mojego chłopa, bo w niedziele będziemy mieć gości, więc wypadałoby ruszyć z malowaniem :)
a tu ciągle coś wypada... pociesza mnie, że mimo wszystko, małymi kroczkami posuwamy się do przodu...
denerwuje mnie tylko, że słabo wychodzi mi pomaganie... bo albo mnie gonią, że to nie dla mnie robota, albo zwyczajnie nie mam na to siły...
nie wspominałam chyba, że przed świętami udało nam się wziąć udział w kiermaszu świątecznym...
jakie niesamowite rzeczy ludzie robią! szaleństwo!!!
fotki mam słabe, ale trochę naszego misz-maszu widać :)
muszę się wreszcie spiąć i wziąć do roboty :)
czeka mnie jeszcze zmywanie i obiad... także powoli uciekam :)
no i wypadałoby zarobić jakiś grosik, także muszę przysiąść nad zamówieniami... właściwie zawsze byłam pewna, że to pic na wodę, ale jako bezrobotna przyszła mama bez perspektyw łapię się wszystkiego i w sumie czasem sama się sobie dziwię, że na kosmetykach można wyciągnąć te kilka stówek, a właściwie poświęcam temu kilka godzin miesięcznie... dobrze, że są jednak takie możliwości...
buziaki!
poniedziałek, 21 kwietnia 2014
świątecznie
ah, zleciały te święta...
zwiedziłam całą swoją rodzinkę i męża...
nawet chwilę przed świętami wybierając się na drugi koniec Polski :)
jutro zabieramy się za sypialnię :)
przyjedzie łóżko i wymarzona toaletka...
a potem jeszcze ciągle malowanie i mam nadzieje meble wkroczą do akcji.
chciałabym ujrzeć jakieś końcowe światełko w tunelu... i przestać żyć w remontach...
może w końcu się uda...
a w poniedziałek pierwsze poważne badania :)
serce naszego Fasola puka w rytmie cza cza :D
cudowna melodia....
i poświąteczne jajco, się ostało...
czwartek, 3 kwietnia 2014
pierwsze jajo i remonty :)
moje życie ostatnio jest jednym wielkim remontem.... i niby cieszę się jak rusza z kopyta, ale trwa to chwile, a potem znowu zwalnia...
ja się niestety teraz do zbyt wielu prac nie nadaję, mąż i ojciec pracują i są to zajęcia głównie sobotnie...
jutro będę walczyć z ojcem, w sobotę tata z mężem, może ruszy :)
jak dobrze pójdzie jutro ostatnia podłoga w domu zyska panele! szkoda, że jeszcze tyle malowania nas czeka... a chciałabym zdążyć jak najszybciej, bo jak dobrze pójdzie za tydzień wybierzemy się na urlop, potem święta, a po świętach przyjadą meble!
no i muszę przygotować majówkę dla mojej i męża rodziny, a to będzie jakieś 50 osób jak wszyscy przyjadą... jestem przerażona! :D
a to moje pierwsze jajo :)
wiem, mogłoby być lepsze, ale cóż...
ja się niestety teraz do zbyt wielu prac nie nadaję, mąż i ojciec pracują i są to zajęcia głównie sobotnie...
jutro będę walczyć z ojcem, w sobotę tata z mężem, może ruszy :)
jak dobrze pójdzie jutro ostatnia podłoga w domu zyska panele! szkoda, że jeszcze tyle malowania nas czeka... a chciałabym zdążyć jak najszybciej, bo jak dobrze pójdzie za tydzień wybierzemy się na urlop, potem święta, a po świętach przyjadą meble!
no i muszę przygotować majówkę dla mojej i męża rodziny, a to będzie jakieś 50 osób jak wszyscy przyjadą... jestem przerażona! :D
a to moje pierwsze jajo :)
wiem, mogłoby być lepsze, ale cóż...
wtorek, 1 kwietnia 2014
:)
nareszcie odrobina wiosny... od razu żyć się chce...
wczoraj zabrałam się na malowanie mebli ogrodowych, niestety, mój tatuś wymyślił sobie, że zrobi w ogrodzie ławeczkę z Ranczo. Znaczy niebieską. i w gwiazdki na dodatek. Jestem przerażona...
ale taką właśnie farbę przywiózł i złożył zamówienie :D
no cóż, niech ma...
wczoraj trzy godziny jeździłam po urzędach :)
a jutro bladym świtem muszę jechać do ZUSu, uwielbiam te podróże!
udało mi sie umyć część okien wczoraj i pękam z dumy :)
próbuje robić pisanki karczochowe... ale jakoś opornie mi idzie :(
wczoraj zabrałam się na malowanie mebli ogrodowych, niestety, mój tatuś wymyślił sobie, że zrobi w ogrodzie ławeczkę z Ranczo. Znaczy niebieską. i w gwiazdki na dodatek. Jestem przerażona...
ale taką właśnie farbę przywiózł i złożył zamówienie :D
no cóż, niech ma...
wczoraj trzy godziny jeździłam po urzędach :)
a jutro bladym świtem muszę jechać do ZUSu, uwielbiam te podróże!
udało mi sie umyć część okien wczoraj i pękam z dumy :)
próbuje robić pisanki karczochowe... ale jakoś opornie mi idzie :(
wtorek, 25 marca 2014
i kolejny krok
znowu zaniedbałam bloga...
- nadal nie wrócilam do pracy
- nie zakończyłam leczenia, więc nie mogłam wrócić do pracy
- więc zostałam zwolniona
- więc siedzę w domu i ćwiczę gotowanie
- walczę z ZUSem
- załatwiam milion wizyt u lekarzy, urzędach i innych fajnych miejscach
- w końcu zadowoliłam teściów - jestem w ciąży ;)
- dziś właśnie zyskałam podłogę w pokoju :D nareszcie!
- teraz tylko malowanie 3 pokoi i korytarzy!
- jedne panele :D
- zmajstrowanie sypialni i salonu i pokoju do dłubania mojego :)
muszę wrócić do pisania bloga :)
zajrzę tu jutro...
może do mnie ktoś zajrzy :D
- nadal nie wrócilam do pracy
- nie zakończyłam leczenia, więc nie mogłam wrócić do pracy
- więc zostałam zwolniona
- więc siedzę w domu i ćwiczę gotowanie
- walczę z ZUSem
- załatwiam milion wizyt u lekarzy, urzędach i innych fajnych miejscach
- w końcu zadowoliłam teściów - jestem w ciąży ;)
- dziś właśnie zyskałam podłogę w pokoju :D nareszcie!
- teraz tylko malowanie 3 pokoi i korytarzy!
- jedne panele :D
- zmajstrowanie sypialni i salonu i pokoju do dłubania mojego :)
muszę wrócić do pisania bloga :)
zajrzę tu jutro...
może do mnie ktoś zajrzy :D
wtorek, 29 października 2013
motylowa
udało mi się ją dokończyć już po wypadku....
szalona forma rehabilitacji :D
nie patrzcie na ramkę :D hehe
wiem, jest sporo niedociągnięć... ale na mojej ścianie będzie ok :D hehe
walczę z jesienną. też od lat :D
kiedyś skończę...
hmmm
może zaparzę herbatkę i coś podziabię :D
wczorajszy dzień zakończył się 4 bransoletkami, parą kolczyków... korale czekają na dokończenie :D
do tego zaczęłam chustecznik i jedną buteleczkę...
ale nie próżnuję, dziś zaczęłam robić 3 pojemniki do kuchni, i butelkę na swojskie winko... dla "współlokatora" :D
i kolejny etap stojaka na wino zaliczony,
plus pomalowany zegar :D
eh, nie macie pojęcia jak dla mnie to dużo...
mimo, że wiem, że Wy robicie o wiele więcej.
i nie wiem, czy mąż się ze mną nie rozwiedzie, bo mam energii tylko na dom lub na hobby. ostatnio zwycięża hobby.
jakoś to przeżyje chyba... :D
poniedziałek, 28 października 2013
wyzwania
moja koleżanka właśnie zażyczyła sobie chustecznik w ekspresowym tempie...
ciekawe czy podołam :P
zmajstrowałam dziś dwie bransoletki, kończę właśnie naszyjnik...
trwają przeróbki zegara do pokoju :)
i próby stworzenia stojaka na wino...
jakoś dzisiaj mi ciągle mało...
chyba zaraz jeszcze coś podziałam...
dawno nie miałam odwagi. a okazuje się, że jednak nie jest tak najgorzej...
pod warunkiem, że nie porywam się z motyką na słońce i nie zabieram się za najmniejsze elementy :D
znalazłam zaczęte i porzucone broszki... chyba czas je dokończyć...
ciekawe czy podołam :P
zmajstrowałam dziś dwie bransoletki, kończę właśnie naszyjnik...
trwają przeróbki zegara do pokoju :)
i próby stworzenia stojaka na wino...
jakoś dzisiaj mi ciągle mało...
chyba zaraz jeszcze coś podziałam...
dawno nie miałam odwagi. a okazuje się, że jednak nie jest tak najgorzej...
pod warunkiem, że nie porywam się z motyką na słońce i nie zabieram się za najmniejsze elementy :D
znalazłam zaczęte i porzucone broszki... chyba czas je dokończyć...
piątek, 25 października 2013
tablicowy domek
udało mi się wsiąść na rower!!!! :)
wiem, głupota... ale wcale nie takie proste w moim przypadku...
ręka bolała jak cholera, a w sumie to była krótka wycieczka. ale i tak jestem z siebie dumna.
hmmm to było w poniedziałek...
dziś już piątek.
jakoś ten czas mi ucieka przez palce.
trochę pomagam znajomej pisać, a to pochłania nieco czasu...
całą środę miałam gościa za gościem... ah, jakie to mi było potrzebne!
wczoraj zaczęłam ogarniać moje koraliki i inne takie niepotrzebne już rzeczy.
dziś mnie korci, żeby spróbować pobawić się decou, ale nie wiem, czy mi się uda...
hmmm albo się boję, że po prostu nie dam rady, a jakoś kolejna porażka nie jest mi do niczego potrzebna...
dziś mam ambitny plan, bo niestety, zaległości mam na blogach...
więc lecę oglądać :)
pokazywałam już domek na klucze?
wiem, głupota... ale wcale nie takie proste w moim przypadku...
ręka bolała jak cholera, a w sumie to była krótka wycieczka. ale i tak jestem z siebie dumna.
hmmm to było w poniedziałek...
dziś już piątek.
jakoś ten czas mi ucieka przez palce.
trochę pomagam znajomej pisać, a to pochłania nieco czasu...
całą środę miałam gościa za gościem... ah, jakie to mi było potrzebne!
wczoraj zaczęłam ogarniać moje koraliki i inne takie niepotrzebne już rzeczy.
dziś mnie korci, żeby spróbować pobawić się decou, ale nie wiem, czy mi się uda...
hmmm albo się boję, że po prostu nie dam rady, a jakoś kolejna porażka nie jest mi do niczego potrzebna...
dziś mam ambitny plan, bo niestety, zaległości mam na blogach...
więc lecę oglądać :)
pokazywałam już domek na klucze?
niedziela, 20 października 2013
chustecznik
stara sprawa... leżała w kącie.
w sumie nic nie chciałam nawet oglądać...
ale teraz wygrzebałam z kąta.
i muszę wygrzebać też wszystkie koraliki, szpilki, żyłki, sznurki...
przejrzeć... rozdać... sprzedać...
pozbyć się :D
jutro kolejna przykra rocznica w moim życiu...
trzymajcie się :)
sobota, 19 października 2013
kawa nie zadaje pytań...
melduję, że zrobiłam wszystko z listy, z czym sobie poradziłam... w kilku przypadkach przeceniłam swoje możliwości i musi to ogarnąć mój Małż.
od rana przegląda oferty, bo chce kupić auto. niestety jestem słabym konsultantem. bo większość wygląda tak jakby miała się rozpaść przy dotknięciu krawężnika. nie, no żartuje, ale teraz boje się panicznie aut.
także moje wymagania są ogromne. bywa.
po wypadku kupiliśmy "czołg" i najchętniej bym go nie zmieniała, ale podobno należy. cóż...
dziś obiadek u Mamusi... wścieka się, że nawet na kawę nie wpadamy. także należy to zmienić,
przy okazji załatwię kilka spraw, bo na naszym zadupiu strasznie ciężko :D
ZAPRASZAM WAS NA STRONKĘ MOJEJ KUZYNKI I PRZYJACIÓŁKI
właściwie miała być też moja, i na początku była, ale niestety tworzenie czegokolwiek słabo mi idzie...
także należało zejść z drogi, czasem pojawiają się jakieś moje stare rzeczy...
mam nadzieję, że zajrzycie, może polubicie, skomentujecie....
a to znajdzie się w mojej kuchni... jak tylko go oprawię :)
niestety to chwilowo wyżyny moich możliwości :(
od rana przegląda oferty, bo chce kupić auto. niestety jestem słabym konsultantem. bo większość wygląda tak jakby miała się rozpaść przy dotknięciu krawężnika. nie, no żartuje, ale teraz boje się panicznie aut.
także moje wymagania są ogromne. bywa.
po wypadku kupiliśmy "czołg" i najchętniej bym go nie zmieniała, ale podobno należy. cóż...
dziś obiadek u Mamusi... wścieka się, że nawet na kawę nie wpadamy. także należy to zmienić,
przy okazji załatwię kilka spraw, bo na naszym zadupiu strasznie ciężko :D
ZAPRASZAM WAS NA STRONKĘ MOJEJ KUZYNKI I PRZYJACIÓŁKI
właściwie miała być też moja, i na początku była, ale niestety tworzenie czegokolwiek słabo mi idzie...
także należało zejść z drogi, czasem pojawiają się jakieś moje stare rzeczy...
mam nadzieję, że zajrzycie, może polubicie, skomentujecie....
a to znajdzie się w mojej kuchni... jak tylko go oprawię :)
niestety to chwilowo wyżyny moich możliwości :(
piątek, 18 października 2013
listy listunie
leje. nie daję się.
zimno. nie daję się.
wczoraj udało mi się skorzystać z pogody i posprzątałam na cmentarzu.
udało mi się w końcu po miesiącu umowić na poniedziałek z kuzynką na kawę.
zrobiłam ważkę z koralików. paskudna wyszła. ale czekała na swój moment... oj długo czekała.
teraz już wiem, że malutkie koraliki to nie mój żywioł. a już na pewno nie teraz...
zrobiłam gofry. pierwszy raz. nawet wyszły. mąż wchłonął, ale on wchłania wszystko co słodkie. także gofry, ananas, dżem, bita śmietana... jego żywioł.
była okazja, żeby ich spróbować z "współlokatorem"...
zrobiłam soczek marchewkowo-jabłkowy. pyyyycha :D
to chyba całkiem sporo pozytywów jak na jeden dzień....
na dziś zrobiłam sobie listę. kocham robić listy. znalazłam stary kalendarz przy porzadkach i teraz strona po stronie robię listy. listy zakupów, listy planowanych obiadów, listy rzeczy do zrobienia, listy filmów do obejrzenia, listy książek do przeczytania, listy miejsc do zobaczenia.
a mój mąż tego nie znosi.
dzisiejsza lista ma 25 punktów. dopiero 10 punktów wykreśliłam... a miałam nadzieję zdążyć do 14.30...
a tu jeszcze obiad ahhh
i podłogi w całym domu.
mam nadzieję, że u Was lepsza pogoda... :D
czwartek, 17 października 2013
pozytywnie pozytywnie...
od pewnego czasu zastanawiam się, czy nie założyć nowego bloga, ale doszłam do wniosku, że ten to jednak kawał czasu... i może lepiej jednak wrócić tutaj...
pewnie po tak długim czasie i tak nikt tu nie będzie zaglądał...
wyszłam za mąż... i jeszcze nie wróciłam.
udało nam się nawet na troszkę wyjechać. moje ukochane morze... a potem nawet mazury.
aktualnie pomagam w przygotowaniu kolejnego ślubu - mojej młódszej siostry :)
kolejne szczęście :)
u mojej siostry zakonczyl się remont i teraz już nawet jeśli bym chciała nie mam gdzie wrócić :D
u sióstr mojego męża remont trwa, ale taki, że on już na pewno nie będzie miał gdzie wrócić :D
także jestesmy na siebie skazani....
u nas remonty potrwają jeszcze że hohoooo :D
ale kuchnię mam odpicowaną.
reszta pewnie na wiosnę, tak to jest jak się ma trudnego współlokatora...
jest 10 rano, piję kawę, i pewnie dziś znowu nic nie zrobię...
nic mi się nie chcę, i nie, nie jest to chandra jesienna.
za oknem mam piękne, wielkie czerwone drzewo...
mimo wszystko od roku ciężko mi się zmobilizować do czegokolwiek.
jeszcze pół roku czeka mnie siedzenie w domu. potem zostanę zwolniona z pracy.
potem będę udawała, że intensywnie szukam, bo przecież nikt nie zatrudni mnie na takich warunkach, na jakich w swoim stanie mogłabym pracować...
eh.
ale nie dam się. trzy pozytywne wydarzenia dnia. od dzisiaj.
pewnie po tak długim czasie i tak nikt tu nie będzie zaglądał...
wyszłam za mąż... i jeszcze nie wróciłam.
udało nam się nawet na troszkę wyjechać. moje ukochane morze... a potem nawet mazury.
aktualnie pomagam w przygotowaniu kolejnego ślubu - mojej młódszej siostry :)
kolejne szczęście :)
u mojej siostry zakonczyl się remont i teraz już nawet jeśli bym chciała nie mam gdzie wrócić :D
u sióstr mojego męża remont trwa, ale taki, że on już na pewno nie będzie miał gdzie wrócić :D
także jestesmy na siebie skazani....
u nas remonty potrwają jeszcze że hohoooo :D
ale kuchnię mam odpicowaną.
reszta pewnie na wiosnę, tak to jest jak się ma trudnego współlokatora...
jest 10 rano, piję kawę, i pewnie dziś znowu nic nie zrobię...
nic mi się nie chcę, i nie, nie jest to chandra jesienna.
za oknem mam piękne, wielkie czerwone drzewo...
mimo wszystko od roku ciężko mi się zmobilizować do czegokolwiek.
jeszcze pół roku czeka mnie siedzenie w domu. potem zostanę zwolniona z pracy.
potem będę udawała, że intensywnie szukam, bo przecież nikt nie zatrudni mnie na takich warunkach, na jakich w swoim stanie mogłabym pracować...
eh.
ale nie dam się. trzy pozytywne wydarzenia dnia. od dzisiaj.
piątek, 19 lipca 2013
znowu...
zaniedbałam bloga....
remontuję dom,
pomagam w remoncie siostrze,
przygotowuję się do ślubu,
rehabilituję się,
pochłaniam książki,
bawię się biżuterią,
planuję podróż poślubną,
dzieję się...
muszę wrócić do pisania bloga...
wrócę..
remontuję dom,
pomagam w remoncie siostrze,
przygotowuję się do ślubu,
rehabilituję się,
pochłaniam książki,
bawię się biżuterią,
planuję podróż poślubną,
dzieję się...
muszę wrócić do pisania bloga...
wrócę..
niedziela, 11 listopada 2012
weselne pogubienie :(
cały świat się cofnął o dwadziescia lat...
i znowu kazda kolejna czynnosc wykonana samodzielnie daje radosc... ale jaka radosc! nie macie pojecia...
wkurza mnie, ze lekarze sa zdziwieni, ze w ogole poruszam rekami...
wkurza, ze wiele rzeczy, takich podstawowych czynnosci sprawia mi problem...
w dodatku mam ogromne problemy ze skupieniem sie, z koncentracja...
staram sie z tym walczyc... ale bywa kiepsko...
robie wszystko, zeby skupic sie na jednej czynnosci i zrobic to od poczatku do konca bez tzw. zawiasow...
ale samo wybieranie zaproszen trwa juz taaaak dlugo...
marzyly mi sie recznie robione zaproszenia slubne... ale oszczednosci przeznaczone na wesele topnieja przez rachunki za leki, przez ciagle badania... wiec z listy tylko wykreslam to, co nie jest konieczne... i niedlugo i z sukienki bede musiala zrezygnowac...
gdybym miala pomysl i odrobine talentu moze zrobilabym je sama... ale nie potrafie... nigdzie nie ma przepisu na wyjatkowe zaproszenia... no i moze przydalyby sie jeszcze sprawne rece do tego... cóż...
w ogole nie mam na nic pomyslu... zawsze myslalam ze panny mlode maja wymarzone sluby...
ja nie mam... nic nie mam...
mam tylko coraz bardziej dosc tego wszystkiego...
nic nie moge zalatwic sama... a podejmowanie decyzji mnie przerasta...
powinien byc ktos kto powie czym, w jakiej kolejnosci i za ile trzeba sie zajac...
zycze Wam milej, slonecznej niedzieli...
i znowu kazda kolejna czynnosc wykonana samodzielnie daje radosc... ale jaka radosc! nie macie pojecia...
wkurza mnie, ze lekarze sa zdziwieni, ze w ogole poruszam rekami...
wkurza, ze wiele rzeczy, takich podstawowych czynnosci sprawia mi problem...
w dodatku mam ogromne problemy ze skupieniem sie, z koncentracja...
staram sie z tym walczyc... ale bywa kiepsko...
robie wszystko, zeby skupic sie na jednej czynnosci i zrobic to od poczatku do konca bez tzw. zawiasow...
ale samo wybieranie zaproszen trwa juz taaaak dlugo...
marzyly mi sie recznie robione zaproszenia slubne... ale oszczednosci przeznaczone na wesele topnieja przez rachunki za leki, przez ciagle badania... wiec z listy tylko wykreslam to, co nie jest konieczne... i niedlugo i z sukienki bede musiala zrezygnowac...
gdybym miala pomysl i odrobine talentu moze zrobilabym je sama... ale nie potrafie... nigdzie nie ma przepisu na wyjatkowe zaproszenia... no i moze przydalyby sie jeszcze sprawne rece do tego... cóż...
w ogole nie mam na nic pomyslu... zawsze myslalam ze panny mlode maja wymarzone sluby...
ja nie mam... nic nie mam...
mam tylko coraz bardziej dosc tego wszystkiego...
nic nie moge zalatwic sama... a podejmowanie decyzji mnie przerasta...
powinien byc ktos kto powie czym, w jakiej kolejnosci i za ile trzeba sie zajac...
zycze Wam milej, slonecznej niedzieli...
poniedziałek, 5 listopada 2012
dziekuje za Wasze wsparcie
Kiniu kochana!
dziekuje za kartke... za wsparcie... nie masz pojecia jak bylo mi dzis milo...
udalo mi sie dzis odwiedzic siostre... ona nadal lezy w szpitalu, niestety w innym miescie, wiec ciezko mi ja odwiedzac... ale jest coraz lepiej...
ja powoli sie mobilizuje i staram cokolwiek robic sama...
dziekuje Wam za kazde cieple slowo...
dziekuje za kartke... za wsparcie... nie masz pojecia jak bylo mi dzis milo...
udalo mi sie dzis odwiedzic siostre... ona nadal lezy w szpitalu, niestety w innym miescie, wiec ciezko mi ja odwiedzac... ale jest coraz lepiej...
ja powoli sie mobilizuje i staram cokolwiek robic sama...
dziekuje Wam za kazde cieple slowo...
wtorek, 30 października 2012
byly plany nie ma nic....
nie bylo mnie tu pewnie z rok... z powodow roznych, kwadratowych i podluznych...
bo sobie bylamn zajeta soba, praca, planowaniem kolejnych studiow i slubu... i wszystko szlag trafil...
ktos juz mowil ze Bog sie smieje z naszych planow...
tydzien przespalam na OIOMie, z kilku kolejnych dni niewiele pamietam... oprocz wewnetrznych obrazen, kilku operacji i masy szwow mam polamane obie rece w kilku miejscach... do stukania w klawiature mam jeden palec...
moge teraz lezec calymi dniami w lozku i patrzec na swoje przydasie ktore nie wiadomo kiedy i czy w ogole mi sie do czegos przydadza...
dobrze, ze chociaz blogi moge podgladac...
wiec dzieki wam wielkie za ten promyczek...
bo sobie bylamn zajeta soba, praca, planowaniem kolejnych studiow i slubu... i wszystko szlag trafil...
ktos juz mowil ze Bog sie smieje z naszych planow...
tydzien przespalam na OIOMie, z kilku kolejnych dni niewiele pamietam... oprocz wewnetrznych obrazen, kilku operacji i masy szwow mam polamane obie rece w kilku miejscach... do stukania w klawiature mam jeden palec...
moge teraz lezec calymi dniami w lozku i patrzec na swoje przydasie ktore nie wiadomo kiedy i czy w ogole mi sie do czegos przydadza...
dobrze, ze chociaz blogi moge podgladac...
wiec dzieki wam wielkie za ten promyczek...
czwartek, 28 czerwca 2012
pani magister
obroniona.
magister.
chyba sobie to wydrapię na tabliczce na drzwi ;)
hehe
padam na nos ;)
magister.
chyba sobie to wydrapię na tabliczce na drzwi ;)
hehe
padam na nos ;)
środa, 27 czerwca 2012
co się dzieje a co nie...
nie było mnie tu hoho hoho i jeszcze trochę...
zaglądałam na niektóre blogi, ale ogólnie zero śladu po mnie...
za dużo się działo...
nie ze wszystkim umiałam sobie poradzic....
dziś... pracuję w księgarni. jutro mam obronę. właściwie musiałam się przeprowadzić.
planuję remont korytarza i kuchni.
i zaczyna mnie to przerastac.
nie mam wizji.
nie mam pomysłu.
niby wiem, jakie kolory, ale układ mnie przerasta...
miałam pomysł, ale mi go obalili! co więcej mieli rację :(
najchętniej oddałabym komuś tę przyjemność zaprojektowania mi kuchni i korytarza...
to jakaś masakra!
trzymajcie jutro kciuki....
żeby nie było bez zdjęć...
wisior i pierścionek dla koleżanki...
i pierścionek jeszcze dla nie-wiadomo-kogo :)
zaglądałam na niektóre blogi, ale ogólnie zero śladu po mnie...
za dużo się działo...
nie ze wszystkim umiałam sobie poradzic....
dziś... pracuję w księgarni. jutro mam obronę. właściwie musiałam się przeprowadzić.
planuję remont korytarza i kuchni.
i zaczyna mnie to przerastac.
nie mam wizji.
nie mam pomysłu.
niby wiem, jakie kolory, ale układ mnie przerasta...
miałam pomysł, ale mi go obalili! co więcej mieli rację :(
najchętniej oddałabym komuś tę przyjemność zaprojektowania mi kuchni i korytarza...
to jakaś masakra!
trzymajcie jutro kciuki....
żeby nie było bez zdjęć...
wisior i pierścionek dla koleżanki...
i pierścionek jeszcze dla nie-wiadomo-kogo :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)





