baaaaaaaaaaaaardzo Was proszę!
trzymajcie jutro kciuki około 9.30
buziaki!
odezwę się jutro...
mam nadzieję, że wszystko się uda...
i to będzie szczęśliwy wpis.
buziaki!
piątek, 13 maja 2011
środa, 11 maja 2011
broszka i kolczyki znów...
Otóż nie! nie opuściłam się w filcowaniu :)
w ciągu ostatnich dni ufilcowałam 4 broszki...
niestety mam zdjęcie tylko jednej...
a wszystkie już wyruszyły w świat, czyli na drugi koniec Polski
zdjęcie wyszło dość kiepskie... a szkoda, bo w rzeczywistości wyszła całkiem ładna...
a ostatnio dłubię takie prościutkie kolczyki...

tylko ciągle nie mam czasu... za dużo się dzieje...
egzaminy już się zaczęły... zaliczenia trwają! a u mnie ciągle goście... no i jakoś tak leci, że nie ma na nic czasu...
a mam z planach kilka kolczyków decou, bo koleżanki mnie molestują ;)
no i dwie filcowe pary... chyba się za nie zabiorę zaraz :)
piątek, 6 maja 2011
"Dziecko z chmur" - by się wzruszyć...
"Dziecko z chmur" Justyna Bigos, Beata Mozer
narzekałam ostatnio, że nie umiem znaleźć książki, która wciągnęłaby mnie, zmusiła do przemyśleń i była wartościowa... bo każdy z nas czasem takiej właśnie lektury potrzebuję...
podczytywałam "Klarę", ale to jednak strasznie męczy mnie i moje zdrowie psychiczne nieco cierpi, gdy sobie tego nie dawkuję. Wybiegając z domu zgarnęłam z biurka książkę.
"Dziecko z chmur" to książka napisana przez dwie kobiety, które starają się o dziecko...
Obie opisują swoje drogi do szczęścia, zaczynając od ślubu, przysięgi, opowiadając o planach i marzeniach, do chwili gdy jedno z marzeń - dziecko, okazuje się marzeniem trudnym do zrealizowania.
Kobiety opisują swoje zmagania z organizmem, kolejnymi badaniami i lekarzami...
wszystko bardzo otwarcie, szczerze... ich zwierzenia często znajdują się już na granicy tego, o czym na co dzień mamy odwagę mówić głośno...
co dla mnie jest oznaką, że warto było sięgnąć po książkę?
po pierwsze: łzy, które kilkakrotnie zakręciły się w moich oczach
po drugie: tematyka, która wcale nie jest zbyt często poruszana, a nawet jeśli to nie w taki sposób...
po trzecie: czytałam ją dziś, podczas podróży. podróż w jedną stronę trwa niewiele ponad godzinę. jechałam tam i z powrotem, czyli około dwóch godzin.
dawno już nie trafiłam na książkę, którą "wchłonęłabym" w tak krótkim czasie i która wcale mnie nie zmęczyła!
miałam czas na przemyślenia, zastanawianie się, czy autorki mają rację, czy je popieram czy nie... i czy ja zdecydowałabym się na takie kroki...
piękna książka...
naprawdę godna polecenia!
dla mnie na sześć :) w skali sześciostopniowej.
:) takie tam radości i smutki....
Biżuteria się tworzy... albo będzie się niedługo tworzyła...
sama jeszcze nie wiem, jak będzie wyglądała...
na razie trwały długie debaty, jakiego koloru maję być koraliki... bo na zdjęciach różnie widać ;) hehe
będzie niespodzianka :D
ale szalenie cieszy mnie fakt, że zrobi ją jedna z naszych blogowych Koleżanek :)
obiecuję się pochwalić, jak już do mnie dotrą :D
mam do Was pytanko...
chciałabym, na górze, nad postami mieć taki pasek z odnośnikami... tzn. np. KSIĄŻKI, i wystarczy kliknąć i przenosi nas na recenzje(jakie wielkie słowo!) książek... tylko nie wiem, jak to zrobić... a wiele z Was to już ma... pomożecie...?
powoli się zbieram... i zmykam na zajęcia...
wczorajszy egzamin nie był taki straszny... na wszystko coś tam napisałam... nieco współpracowaliśmy ze sobą, więc było łatwiej...
Czytam właśnie "Klarę" Izy Kuny... jestem prawie w połowie, ale chyba na dziś do pociągu wezmę jakąś inną książkę... i czekam na kolejną porcję "Włóczykijki" a w skrzynce ciągle pusto... martwi mnie to!
sama jeszcze nie wiem, jak będzie wyglądała...
na razie trwały długie debaty, jakiego koloru maję być koraliki... bo na zdjęciach różnie widać ;) hehe
będzie niespodzianka :D
ale szalenie cieszy mnie fakt, że zrobi ją jedna z naszych blogowych Koleżanek :)
obiecuję się pochwalić, jak już do mnie dotrą :D
mam do Was pytanko...
chciałabym, na górze, nad postami mieć taki pasek z odnośnikami... tzn. np. KSIĄŻKI, i wystarczy kliknąć i przenosi nas na recenzje(jakie wielkie słowo!) książek... tylko nie wiem, jak to zrobić... a wiele z Was to już ma... pomożecie...?
powoli się zbieram... i zmykam na zajęcia...
wczorajszy egzamin nie był taki straszny... na wszystko coś tam napisałam... nieco współpracowaliśmy ze sobą, więc było łatwiej...
Czytam właśnie "Klarę" Izy Kuny... jestem prawie w połowie, ale chyba na dziś do pociągu wezmę jakąś inną książkę... i czekam na kolejną porcję "Włóczykijki" a w skrzynce ciągle pusto... martwi mnie to!
środa, 4 maja 2011
pomóżcie... potrzebuję dodatków...
potrzebuję pomocy!
kupiłam sukienkę. na weselę.
i potrzebuję dodatków!
na już! mam 3 tygodnie...
na już! mam 3 tygodnie...
doradźcie coś!!!
jakieś kolczyki, coś na szyję?
wiem, że Wy coś wymyślicie!

pomożecie?
prooooszę!
uczyć się czy się nie uczyć... broszki znowu na tapecie :D
Grill się nie udał, gdyż spadł śnieg. wtopa.
jutro egzamin a ja nie mam ochoty zaglądać do tych okropnych notatek!
katastrofa!
czekam na książkę, ale rozsądek podpowiada, że nie mogę jej czytać, bo się nie naumiałam na jutro!
koszmar!
a to zdjęcie znad jeziora Żywieckiego...
niestety nie jest specjalnie zadbane... a szkoda!
liczyłam na jakieś rowerki... a tu tylko błoto zamiast plaży :(
maj... cudownie...
urodziny: 4tego, 11tego, 12tego, 13tego, 14tego, 19tego podwójne, 21szego, 24tego, 26tego, 28mego plus wesele 28mego!
no można się zastrzelić!
w tym urodziny obojga rodziców, mojego mężczyzny, przyjaciółki i przyjaciela...
a ja się biorę za robienie broszek :)
bo przyjechała Ciocia i zażyczyła sobie od razu 3:D albo nawet 4... już w sumie nie jestem pewna :)
to chyba zacznę :D
a potem zakupy!
zakupy z Ciocią to najlepsza rzecz pod słońcem! mimo, że nie lubię zakupów ;)
to gnam zacząć te broszki tworzyć :D
ostatnio nic tylko broszki i broszki i broszki ;)
jutro egzamin a ja nie mam ochoty zaglądać do tych okropnych notatek!
katastrofa!
czekam na książkę, ale rozsądek podpowiada, że nie mogę jej czytać, bo się nie naumiałam na jutro!
koszmar!
a to zdjęcie znad jeziora Żywieckiego...
niestety nie jest specjalnie zadbane... a szkoda!
liczyłam na jakieś rowerki... a tu tylko błoto zamiast plaży :(
maj... cudownie...
urodziny: 4tego, 11tego, 12tego, 13tego, 14tego, 19tego podwójne, 21szego, 24tego, 26tego, 28mego plus wesele 28mego!
no można się zastrzelić!
w tym urodziny obojga rodziców, mojego mężczyzny, przyjaciółki i przyjaciela...
a ja się biorę za robienie broszek :)
bo przyjechała Ciocia i zażyczyła sobie od razu 3:D albo nawet 4... już w sumie nie jestem pewna :)
to chyba zacznę :D
a potem zakupy!
zakupy z Ciocią to najlepsza rzecz pod słońcem! mimo, że nie lubię zakupów ;)
to gnam zacząć te broszki tworzyć :D
ostatnio nic tylko broszki i broszki i broszki ;)
poniedziałek, 2 maja 2011
:) po majówce jakby ;)
wróciłam wczoraj wieczorem, pozaglądałam do Was, na komentarze chyba mi brakło siły...
ale nadrobię. jak tylko wrócę, bo dziś jadę do siebie na majówkę :)
wywożę pół domu, bo tam ciągle nie ma tego, co do życia potrzebne (oprócz dziewiętnastu kubków).
Muszę jeszcze trochę ogarnąć ogród, ale zabieram pomocnika :D
a jutro będę miała grillowych gości :D
chciałam wyjaśnić.... Współspacze to nie są byli narzeczeni ;) i nie organizuję im zlotów :D
udało nam się spotkać z prawie wszystkimi współlokatorami ze studiów :) teraz już rozwiało nas po świecie, ale te trzy dni były wspaniałe! jak ja za nimi tęskniłam! nie wyobrażacie sobie nawet! takie wspólne robienie śniadań, obiadów, spacery, gry w karty...
brakowało mi tego strasznie!
Monika z broszek była zadowolona. i to najważniejsze. w lipcu zamówienie się nieco rozrośnie, ale to jeszcze nic nie wiadomo...
no i dostaliśmy śliczne zaproszenie na wesele....
chociaż, ja bym chciała swoje mieć robione przez którąś z Was...
wpisuję to na listę marzeń :)
obok przepiśniczka i kilku innych rzeczy :)
buziak
ale nadrobię. jak tylko wrócę, bo dziś jadę do siebie na majówkę :)
wywożę pół domu, bo tam ciągle nie ma tego, co do życia potrzebne (oprócz dziewiętnastu kubków).
Muszę jeszcze trochę ogarnąć ogród, ale zabieram pomocnika :D
a jutro będę miała grillowych gości :D
chciałam wyjaśnić.... Współspacze to nie są byli narzeczeni ;) i nie organizuję im zlotów :D
udało nam się spotkać z prawie wszystkimi współlokatorami ze studiów :) teraz już rozwiało nas po świecie, ale te trzy dni były wspaniałe! jak ja za nimi tęskniłam! nie wyobrażacie sobie nawet! takie wspólne robienie śniadań, obiadów, spacery, gry w karty...
brakowało mi tego strasznie!
Monika z broszek była zadowolona. i to najważniejsze. w lipcu zamówienie się nieco rozrośnie, ale to jeszcze nic nie wiadomo...
no i dostaliśmy śliczne zaproszenie na wesele....
chociaż, ja bym chciała swoje mieć robione przez którąś z Was...
wpisuję to na listę marzeń :)
obok przepiśniczka i kilku innych rzeczy :)
buziak
piątek, 29 kwietnia 2011
łąka pełna broszek...
Chciałam się pochwalić, że skończyłam robienie broszek...
tutaj widać czterdzieści sztuk :)

a tutaj na zdjęcie załapała się moja psina...

nie wiem dlaczego ostatnio blogspot mi szwankuje...
nie mogę dodawać blogów do obserwowanych :(
nie da się przesuwać zdjęć i robić między nimi odstępów...
a w każdym razie trwa to niesamowicie długo i nijak nie umiem zrozumieć, co robię aby się udało...
to chyba polega na jego dobrej woli...
ah!
buziak!
wyjeżdżam na weekend majowy :D
z byłymi współspaczami ;)
czwartek, 28 kwietnia 2011
"Spalona róża" Anny Walczak, czyli kryminalna bajka dla dorosłych...
"Spalona róża" Anny Walczak
mój pierwszy błąd? zerknięcie na okładkę... autorka: Anna Walczak, lat czternaście... zdziwienie? nawet nie. tylko myśl: co ciekawego może mi mieć do opowiedzenia czternastolatka... Naczytałam się trochę wypracowań nastolatków i nie znalazłam w nich nic godnego publikacji... ale wybitne jednostki się zdarzają! więc z ciekawością rozpoczęłam czytanie...
Wszystko fajnie... "Włóczykijka" promuje polskich pisarzy... a nasi polscy pisarze uczepili się zagranicznych miejsc i imion... moim zdaniem minus. Madison Carpen i Daniel Broogins - główni bohaterowie... jakby to nie mogła być Ania Żuczek i Daniel Bogaczyński... ale tu jeszcze można sobie poradzić z obcymi nazwiskami... i pewnie bym o tym nawet nie wspomniała, gdyby nie szczyt szczytów w postaci imienia jednej z bohaterek, mianowicie: Klementyna Salomea Eleonora Tiara Gomez... litości!!! a do tego Edvard, który każe do siebie mówić Edek...
Książka jest idealną bajką, biedna dziewczyna, bogaty chłopak, co prawda najpierw jest ślub potem dopiero uczucie... ale to bajkowy świat, przewidywalne wydarzenia...
jest miejsce na problemy, na szczęście, na zawirowania akcji... nawet na kryminalne wątki...
dość nużące i powtarzające się określenia, bo jak wszystko, co związane z głównym bohaterem może być demoniczne, a sam bohater demonem! otoczenie również jest nieustannie czarne, lub tak czerwone że aż czarne, albo tak ciemnozielone, że niemal czarne. Na początku jeszcze było to dość ciekawe, z czasem... nużące...
jeśli lubisz bajki - to dla Ciebie. jeśli po prostu chcesz czytać dla samego czytania - również.
mnie się czytało przyjemnie. naprawdę. czasem tylko wywracałam oczami, gdy trafiałam na to, co mnie drażniło...
Książkę czyta się szybko i dość przyjemnie - jak wszystkie bajki.
Życzyłabym sobie spotykać w trakcie swej pracy w szkole tak zdolne gimnazjalistki....
mój pierwszy błąd? zerknięcie na okładkę... autorka: Anna Walczak, lat czternaście... zdziwienie? nawet nie. tylko myśl: co ciekawego może mi mieć do opowiedzenia czternastolatka... Naczytałam się trochę wypracowań nastolatków i nie znalazłam w nich nic godnego publikacji... ale wybitne jednostki się zdarzają! więc z ciekawością rozpoczęłam czytanie...
Wszystko fajnie... "Włóczykijka" promuje polskich pisarzy... a nasi polscy pisarze uczepili się zagranicznych miejsc i imion... moim zdaniem minus. Madison Carpen i Daniel Broogins - główni bohaterowie... jakby to nie mogła być Ania Żuczek i Daniel Bogaczyński... ale tu jeszcze można sobie poradzić z obcymi nazwiskami... i pewnie bym o tym nawet nie wspomniała, gdyby nie szczyt szczytów w postaci imienia jednej z bohaterek, mianowicie: Klementyna Salomea Eleonora Tiara Gomez... litości!!! a do tego Edvard, który każe do siebie mówić Edek...
Książka jest idealną bajką, biedna dziewczyna, bogaty chłopak, co prawda najpierw jest ślub potem dopiero uczucie... ale to bajkowy świat, przewidywalne wydarzenia...
jest miejsce na problemy, na szczęście, na zawirowania akcji... nawet na kryminalne wątki...
dość nużące i powtarzające się określenia, bo jak wszystko, co związane z głównym bohaterem może być demoniczne, a sam bohater demonem! otoczenie również jest nieustannie czarne, lub tak czerwone że aż czarne, albo tak ciemnozielone, że niemal czarne. Na początku jeszcze było to dość ciekawe, z czasem... nużące...
jeśli lubisz bajki - to dla Ciebie. jeśli po prostu chcesz czytać dla samego czytania - również.
mnie się czytało przyjemnie. naprawdę. czasem tylko wywracałam oczami, gdy trafiałam na to, co mnie drażniło...
Książkę czyta się szybko i dość przyjemnie - jak wszystkie bajki.
Życzyłabym sobie spotykać w trakcie swej pracy w szkole tak zdolne gimnazjalistki....
środa, 27 kwietnia 2011
nowe ulubione ;)
Najpierw pochwalę się prezentem od Agi!
Niesamowita ilość serwetek...
swoją drogą zrobiłam wreszcie porządek ze swoimi serwetkami i z filcem i z koralikami...
i jestem z siebie dumna!
Zdjęcie:
i od jakiegoś czasu moje ulubione kolczyki...
koral i lawa.
powiedzcie, że ładne...
i różyczki...
męczyły mnie te foremki...
to co mam jest straszną atrapą...
wychodzi takie coś...
czy to przypomina w ogóle różyczki?
a jutro powrót do rzeczywistości. Szarej wyjątkowo... :)
eh!
za to weekend będzie boski!
Śmierć statystykom! ...a co ;)
Pisanie recenzji sprawia mi ogromną trudność, a myślałam, że raczej terminy czytania mnie pokonają... już dwa tygodnie temu książka powędrowała dalej w świat, a ja piszę dopiero dzisiaj...
Główny bohater: Maksymilian, lat: dwadzieścia, miejsce zamieszkania: Poznań.
Książka ma formę bloga, jednak nie znajdziemy tam ani jednego komentarza. A może szkoda... na pewno zrobiłoby się ciekawiej...
Maksymilian to dupek, który się zmienia. Faceta zmienić jest w stanie tylko kobieta. Tak już jest i wszyscy to wiemy. Więc i na jego zachowanie ma wpływ kobieta.
Książkę czyta się lekko, szybko, ale też jest ona bardzo przewidywalna... Po pewnym czasie zaczęły mnie męczyć dowcipy wplatane w dialogi... dowcipy dobrze znane większości, a więc mało śmieszne...
A może problemem było to, że autorka-kobieta nie jest w stanie myśleć jak bohater-mężczyzna? Maksymilian mówił jak dupek, a myślał jak kobieta... a może tylko ja, czytelnik-kobieta nie potrafię zrozumieć bohatera-mężczyzny...?
Nie wiem...
Książka niezła, ale stanowczo mogłaby być lepsza... może gdyby odrobinkę nad nią popracować... może... a może ja się nie znam...
A teraz chciałaby wyjaśnić. Szalenie łatwo się zachwycać, szukać plusów, a ja postanowiłam się poczepiać...
Ale muszę szczerze dodać, że gdyby książka była fatalna nie doczytałabym jej pewnie do końca i od razu o tym napisała. To jest po prostu książka jakich wiele. Taka aby usiąść i przeczytać, nie wymaga od nas zbyt wiele wysiłku... można czytać przy kawie, w pociągu, na przystankach...
i moje fotki...
brat postanowił zostać paparazzi, ale efekty są kiepskie, więc tylko 3 fotki...
a tak podróżuje ze mną książka...
bo jak coś czytam to się z nią nie rozstaję...
i kolejne z serii - przyłapana...
dobrze, że nie widać jak potem podnoszę wzrok i mam ochotę zabić, bo nie cierpię zdjęć!
szczególnie bez tapety i innych efektów upiększających...
buziak!
sobota, 23 kwietnia 2011
Wesołych Świąt... :) wśród broszek...
Najpierw chciałam Wam życzyć spokojnych, zdrowych i radosnych świąt
w gronie najbliższych!
razem z zającem ;) od Freesoul ...
a oprócz zająca i dwóch świeczników (boskie! już jeden dostałam wcześniej... piękny!)
dostałam to:
a nad tym siedzę ostatnio...
Przyjaciółka zażyczyła sobie takich czterdziestu!
na zdjęciu jest dwadzieścia...
jeszcze sześć mam, które nie znalazły się na fotce...
kolejne przede mną...
mam nadzieję, że niedługo w końcu uda mi się pojawiać tu regularnie ;)
buziaki!
czwartek, 21 kwietnia 2011
środa, 20 kwietnia 2011
foremek chcę!!!!
tak sobie właśnie zachorowałam na chcenie takiej foremki...
niestety zdjęcie zwinęłam z zagranicznego portalu...
jakoś u nas nie umiem znaleźć :(
straszne to, bo takie chciejstwo to może być okropnie męczące...
no czy nie są piękne?
proszę....!!!
dziś już miałam być na Mazurach... tak wyszło, że zostajemy w domu.
jakoś nie dzieje się ostatnio nic dobrego :(
ciągle pod górkę...
niech się tylko ten remont skończy.... mam tyle planów na korale, kolczyki...
tylko ciekawe ile z tego mi się uda zrealizować...
jedyny plus wszystkiego, że ostatniop nałogowo czytam. znowu.
i sprawia mi to niesamowitą radość!
dokładnie tak jak w dzieciństwie.
ale idzie maj... czyli za dwa tygodnie pierwszy egzamin.
chyba zacznę się przygotowywać...
już notatki wożę w torbie. ale w sumie tylko wożę ;)
zaglądam do Was. czasem coś naskrobię...
niestety ostatnio jestem nastawiona na oglądanie. głównie.
tylko oglądanie może.
wybaczcie...
poniedziałek, 18 kwietnia 2011
spotkanie :)
zazwyczaj pojawia się taki moment, kiedy ze znajomości wirtualnej przychodzi czas by przejść na bardziej realną...
czasem trzeba mieć odwagę, czasem tylko okazję.
no i ja miałam okazję by poznać freesoul... co prawda ja jak to ja narobiłam całą tonę zamieszania...
ale nam się udało :)
Spotkałam kogoś zupełnie innego niż się spodziewałam.
przyznaję szczerzę... ale mam na myśli raczej wizualną wizję...
Było szalenie sympatycznie, wróciłam z tego spotkania przepełniona dobrą energią!
naprawdę! Ada opowiadała o swoich planach i marzeniach... takich pięknych!
trzymam mocno kciuki by wszystko potoczyło się po Twojej myśli!
i powiem Wam, że wróciłam z torbą cięższą o kilka kilo!
zrobiłam niezłe zamieszanie, gdy delikatnie położyłam torbę na stole i zaczęłam wyciągać kamienie, kamyczki i koraliki...
faceci nie potrafili zrozumieć jak to możliwe, że zamieniłam papier na takie cuda...
i po co komu papier?!
w dodatku, żeby za ten papier oddawać tyle rzeczy...
oj... bo Ada była wyjątkowo hojna!
zdjęcia zrobiłam ale są kiepskiej jakości a dodatkowo moi rodzice robią remont, więc właściwie piszę to na stojąco... dlatego też nie umiem dokopać się do kabelka!
ale to naprawię ;)
żeby nie było bez zdjęcia... fotka krakowska :)
okiem mojego mężczyzny na moje oko ;)
wystawione do słonka...
pozdrawiam Was serdecznie!
i uciekam odespać weekend.
a jutro zaliczenie. kolejne.
a w nocy chyba wyjeżdżam, ciągle się nie umiem zdecydować.
ale chyba tak zrobię ;)
buziaki!
czwartek, 14 kwietnia 2011
:) długo mnie nie było...
długo mnie jakoś nie było...
tak wyszło.
kolejny raz prezenty...
ostatnio jakoś brak sił... niewiele się dzieje..
prawda jest taka, że głównie jestem dostawaczem ostatnio...
to szalenie miłe, a na pewno genialnie wpływa na humor...
Najpierw paczka od Annaszy
Wygrałam u Niej tego cudnego Misiaka...
Przytulaśniak ;)
a z nim przyfrunął kurczak :D
i da się go rozebrać ze skorupki ;)
musiałam sprawdzić...
no co ja mogę, że muszę wszędzie łapy wtyknąć...
a to tego serducho...
już wiem, gdzie je zawieszę! :D
no i przydasi troszkę :)
dziękuję! dziękuję! dziękuję!
i paczuszka od kgosi
kartka! boska! haft matematyczny mnie przerasta, a to Jej dzieło... no przecudowne!
obmacałam delikatnie... nie mogłam oczu nacieszyć :D
ale głownie chodziło o zakładkę...
którą Gosia mi kiedyś obiecała...
czytam zwykle kilka książek naraz, więc zakładek nigdy zbyt wiele!
a do tego koniczynowa zawieszka!
taka szczęśliwa na pewno :D
a u Kini wygrałam candy...
dostałam słodycze... pokazałabym Wam zdjęcie, ale mój mężczyzna świruje na punkcie słodyczy, więc większość już wchłonął!
Kiniu, wybacz brak zdjęć... ale dziękuję bardzo!
rzadko kupuję słodycze, bo zwyczajnie potrzebuję mieć ogromną ochotę na nie, a nieczęsto mnie taka ochota nachodzi, za to Tomasz wchłania wszystko, co słodkie z prędkością światła...
a ponieważ udało mi się zmusić go do wypracowania mięśni to teraz pilnuję, żeby go nie kusiło...
a jego mama wszystko psuje ;) i mu podsuwa słodkości...
no ale wczoraj byliśmy wybierać lodówki - podejście pierwsze - więc zasłużył na nagrodę ;)
a i ja przy okazji skorzystałam troszkę, więc pewnie mi w boczki pójdzie...
i kolczyki.
znowu w dawkach.
znowu proste.
znowu nuda.
błękitne...
i w pięknym brązowym kolorku :)
muszę koniecznie opanować sztukę robienia zdjęć!!!
niedziela, 10 kwietnia 2011
potrzebuję pozytywów... i candy
nadal remontowo...
żeby było zabawniej wiatr wyrwał mi z korzeniami drzewo. modrzew wielki był i już go nie ma.
jeszcze drzewo bym przeżyła. ale postanowił się przewrócić na płot sąsiadów.
w związku z tym trzeba było działać szybko... na szczęście płot uratowany!
jest ok już.
drzewo przeciągnęliśmy na naszą stronę i potraktujemy je w najbliższym czasie piłą... trudno.
przy okazji rozwalił innego iglaka, i też trzeba go było usunąć...
a wiatr wydawał się taki nieszkodliwy...
do tego myłam okna, wyrównywałam ściany, potem je malowałam... sufit mnie nieco pokonał ;)
męczy mnie, że wszędzie się kurzy, pyli, brudzi... i nie umiem nadążyć ze sprzątaniem...
w dodatku mama się zbuntowała i zarządziła remont w domu, więc mój remont schodzi na boczny tor...
a już było tak blisko... jeszcze tylko maleńki korytarzyk i panele. i byłoby cudownie!
chociaż nadal nie mam garderoby.... ah!
ale hop do przodu :)
mam nadzieję, że mimo wszystko w sobotę uda mi się dotrzeć do Krakowa...
bo ciągle wypada COŚ.
już nie mam siły na cosie...
chciałabym, żeby w końcu było coś dobrego...
od piątku wszystko idzie nie tak... :(
i jakaś przesyłka na mnie czeka na poczcie...
mam nadzieję, że to będzie coś dobrego...
i że zaliczę w poniedziałek to okropne coś na F :/
zapisałam się na candy u Agnieszki
zapraszam! macie czas do 15 kwietnia :)
żeby było zabawniej wiatr wyrwał mi z korzeniami drzewo. modrzew wielki był i już go nie ma.
jeszcze drzewo bym przeżyła. ale postanowił się przewrócić na płot sąsiadów.
w związku z tym trzeba było działać szybko... na szczęście płot uratowany!
jest ok już.
drzewo przeciągnęliśmy na naszą stronę i potraktujemy je w najbliższym czasie piłą... trudno.
przy okazji rozwalił innego iglaka, i też trzeba go było usunąć...
a wiatr wydawał się taki nieszkodliwy...
do tego myłam okna, wyrównywałam ściany, potem je malowałam... sufit mnie nieco pokonał ;)
męczy mnie, że wszędzie się kurzy, pyli, brudzi... i nie umiem nadążyć ze sprzątaniem...
w dodatku mama się zbuntowała i zarządziła remont w domu, więc mój remont schodzi na boczny tor...
a już było tak blisko... jeszcze tylko maleńki korytarzyk i panele. i byłoby cudownie!
chociaż nadal nie mam garderoby.... ah!
ale hop do przodu :)
mam nadzieję, że mimo wszystko w sobotę uda mi się dotrzeć do Krakowa...
bo ciągle wypada COŚ.
już nie mam siły na cosie...
chciałabym, żeby w końcu było coś dobrego...
od piątku wszystko idzie nie tak... :(
i jakaś przesyłka na mnie czeka na poczcie...
mam nadzieję, że to będzie coś dobrego...
i że zaliczę w poniedziałek to okropne coś na F :/
zapisałam się na candy u Agnieszki
zapraszam! macie czas do 15 kwietnia :)
czwartek, 7 kwietnia 2011
"Nostalgia anioła" Alice Sebold
Nie czytam zbyt wiele. Zwykle mało ciekawe książki. Ale trafiają się perełki, które warto polecić innym... może choć jedna osoba zechce sięgnąć po książkę.
Jest również film, ale przyznam szczerze, że nie obejrzałam do końca, bo późno było... i mi się zasnęło ;)
Książka zaczyna się dość brutalnie. Morderstwem. Morderstwem czternastolatki. Takie rzeczy się zdarzają, są straszne, ale się zdarzają... prawda, że tak myślimy? owszem. Gorzej, gdy zabójca mieszka w sąsiedztwie, gdy jest najbliższym sąsiadem i nikt go o nic nie podejrzewa. Ba! wszyscy uważają go dziwaka, ale dziwaka nieszkodliwego... takiego, któremu należy współczuć...
A bohaterka... obserwuje wszystko, co dzieje się po jej śmierci... jak rozpada się życie jej bliskich, jak sobie radzą lub nie radzą z tym, że jej nie ma...
Obserwujemy jej oczami życie na ziemi, kolejne kroki mordercy, postępowanie śledztwa, nadzieje i smutki... Pojawiają się także inne kobiety i dziewczynki, które zamordował...
Czy taka książka może skończyć się dobrze...?
Tego nie potrafią powiedzieć - nawet mimo tego, że ją przeczytałam... to każdy musi ocenić sam. albo nie oceniać.
To na pewno wzruszająca książka, wartościowa... i chyba warta przeczytania!
A to dla miłośników tylnej okładki: ;)
Jest również film, ale przyznam szczerze, że nie obejrzałam do końca, bo późno było... i mi się zasnęło ;)
Książka zaczyna się dość brutalnie. Morderstwem. Morderstwem czternastolatki. Takie rzeczy się zdarzają, są straszne, ale się zdarzają... prawda, że tak myślimy? owszem. Gorzej, gdy zabójca mieszka w sąsiedztwie, gdy jest najbliższym sąsiadem i nikt go o nic nie podejrzewa. Ba! wszyscy uważają go dziwaka, ale dziwaka nieszkodliwego... takiego, któremu należy współczuć...
A bohaterka... obserwuje wszystko, co dzieje się po jej śmierci... jak rozpada się życie jej bliskich, jak sobie radzą lub nie radzą z tym, że jej nie ma...
Obserwujemy jej oczami życie na ziemi, kolejne kroki mordercy, postępowanie śledztwa, nadzieje i smutki... Pojawiają się także inne kobiety i dziewczynki, które zamordował...
Czy taka książka może skończyć się dobrze...?
Tego nie potrafią powiedzieć - nawet mimo tego, że ją przeczytałam... to każdy musi ocenić sam. albo nie oceniać.
To na pewno wzruszająca książka, wartościowa... i chyba warta przeczytania!
A to dla miłośników tylnej okładki: ;)
Powieść o życiu i śmierci, radości i smutku, przebaczeniu i zemście. Zgwałcona i zabita dziewczynka trafia do nieba i obserwuje stamtąd życie na Ziemi, które toczy się już bez jej udziału. Zwiedza niezwykłe miejsce zwane niebem bezmiernym, w którym się znajduje, gdzie każde jej życzenie zostaje natychmiast spełnione, z wyjątkiem jednego - możliwości powrotu do ludzi, których kocha...
ISBN: 978-83-7659-034-9
data wydania: 05-03-2010
liczba stron: 368
Ostatnio głównie czytam, uczę się, kupuję łyżeczki, solniczki, obrusy...
Nie nadążam z życiem, z robieniem czegokolwiek...
straszne to jest...
ah! jak ten czas leci ;)
wtorek, 5 kwietnia 2011
Włóczykijka - "Miłośnica", Maria Nurowska
Do akcji "Włóczykijka" dołączyłam bez wahania! kocham książki od zawsze... choć miewałam momenty w życiu, że nie mogłam na książki patrzeć... ale nie o tym chciałam...
pierwszy tytuł jaki do mnie dotarł przeraził mnie... "Miłośnica" Marii Nurowskiej...
staram się nie czytać tego, co na okładce z tyłu... ale rzuciły mi się w oczy słowa: "historyczna postać"; "powieść poświęcona życiu Krystyny..."; "opiera się na bogatej dokumentacji"... zimny pot spłynął mi po plecach, włosy stanęły dęba i przemknęła myśl - gdzie się, głupia, pchałaś! nie przeczytasz tego w życiu! a musisz w dziesięć dni i jeszcze napisać recenzję...!
Mogiła! Nie trawię książek z historią w tle... są zbyt trudne, historia mnie przerasta - nie kojarzę faktów... nie dam rady! ale dzielnie zaczynam czytać... gdy się orientuję jestem na 62 stronie... niesamowite! jak ja to zrobiłam...
Książka się czyta... po prostu, strony same się przewracają, chce się wiedzieć, co jest w kolejnym zdaniu, w kolejnym akapicie...
Co jest w niej ciekawego? Pojęcia nie mam! Zastanawiam się od samego początku, bo to chyba powinno się znaleźć w tej wypowiedzi, ale nie wiem, nie ma nic ciekawego w tej książce, oprócz tej zwykłej ludzkiej ciekawości, która nas pcha dalej... To trochę jak podglądanie Krystyny, a właściwie całego jej życia, wydarzeń w czasie wojny, podróży, poszukiwań, walk, miłości, rozstań i powrotów... a to wszystko mimochodem... bo chcemy, tak jak Ewa Kondrat, dotrzeć do prawdy o Krystynie...
Pozostaje mi jedynie polecić Wam przeczytanie książki!
Ponieważ wcale nie skupiłam się na fabule - nie cierpię zdradzać wydarzeń - kopia z tylnej okładki:
Tajna agentka polskiej armii podziemnej, potem także brytyjskiego wywiadu, piękna Krystyna, podczas wojny posługująca się pseudonimem Christine Granville, wywiera wpływ na każdego, kto się z nią zetknie. Kolekcjonuje kochanków i bohaterskie czyny, nie przejawia za grosz ostrożności, rozkosz i śmierć dzieli w jej życiu ledwie dostrzegalna granica.
a tak czytałam :)
nic nie mogłam poradzić, że się nie umiałam oderwać :D
i tak sobie malowałam.... malowałam naprawdę!
ale musiałam malować nisko, żeby nie chlapać :D
i już przebrana, gotowa do wyjazdu... ale jeszcze podczytuję...
całą drogę czytałam...
wiecznie czytam...
poniedziałek, 4 kwietnia 2011
powitanie i łazienka ;)
sezon otwarty.
ten jegomość się załapał na imprezę...
nie całowałam.
bo mój "książę" stał obok...
ale fotkę mu strzeliłam ;)
nie mogłam się powstrzymać... i musiałam pokazać...
nad umywalką nadal nie ma światła i lustra - bo jeszcze nie zdążyłam kupić.
ale niedługo będzie! obiecuję!
malusieńka łazienka... ale moja.
moja moja moja moja :D
i cudnie!
i jest tak, jak ma być.
wiecie jaka jestem szczęśliwa, a to drobiazg...
nie mają gdzie wisieć ręczniki, nie mam półeczek na szampon i inne takie :)
ale wszystko powoli, po kolei...
drzwi jeszcze muszę pomalować, bo już są mało białe...
i chyba na nich pojawi się jakiś wzór... rysunek... coś.
no coś na pewno :)
tylko jeszcze nie zdecydowałam jaki to będzie motyw...
ogólnie czekam na propozycje ;) ale żadne nie napływają ;)
dziś koleżanka porwała żółte rózane kolczyki...
ale nie zdążyłam im nawet zrobić zdjęcia!
a na jutro muszę stworzyć niebieskie...
jeszcze nie zaczęłam ;)
hehe
buziak!
znowu dostałam....
wszyscy uważają, że jestem szczęściarą...
no jestem, nic nie poradzę...
więc dziś znowu będę się chwalić prezentami :)
najpierw od Magdy :)
cudne serduszko :)
uwielbiam motyw nutek....
i paczuszka od Magdy.
tak się złożyło, że ostatnio Magdy mnie obdarowały ;)
dotarła do mnie karteczka...
śliczniusia, nie? :D
i pyszne herbatki...
blogi się przy nich czyta bosko!
i próbki kosmetyków :)
może wypięknieję...
i misiak!
ah! nie mogę się doczekać jak znajdę czas, żeby go stworzyć...
chciałam Wam pokazać, co stworzyłam, ale chwilowo nie mam zdjęć...
może wieczorkiem coś pokażę...
ostatnio cierpię na brak czasu!!!
aaa! i skończyliśmy łazienkę!
cuuuudnie!
a wczoraj rozpoczęłam sezon grillowy :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)































